baner.pracdem.stary

Powstańcy przejmują miasta, kryzys w Iraku rozrasta się

| 1 lipca 2014
Żołnierze USA

Biały Dom rozpoczął wysyłanie do Iraku 300 amerykańskich „doradców” (czytaj:  elitarnych oddziałów). Ich zadanie to planowanie nalotów bombowych w kraju już zniszczonym przez amerykańską inwazję, w której Polska uczestniczyła wbrew woli przytłaczającej większości społeczeństwa.

Irak balansuje nad przepaścią.

Powstańcy sunniccy z ISIS na czele  (zobacz poniżej) objęli ogromne terytoria. Dotyczy to także Mosulu – drugiego miasta w Iraku co do wielkości – Tel Afaru, Falludży i kilku innych miejscowości.

Ich siły celują teraz w Samarę, święte miejsce szyitów, i powoli posuwają się w kierunku Bagdadu.

Dziesięć tysięcy Irackich szyitów mobilizuje się, by ich powstrzymać. Nadchodzące bitwy będą krwawe i jak widać z ostatnich masowych egzekucji więźniów, bezlitosne.

Bitwy te wciągną wiele innych sił i wiele innych krajów ma dużą stawkę w ich wyniku. Byli wrogowie, USA, Syria i Iran, zaczęli współpracować, by zniszczyć powstanie sunnicko-islamskie. Turcja ma swoje interesy w autonomicznym Kurdystanie na północy Iraku. Boi się, że zajęcie mieszanego etnicznie i bogatego w złoża ropy naftowej Kirkuku jest pierwszym krokiem do pełnej niepodległości. Turcja i Iran boją się, że to może zapalić podobne ambicje wśród ich rodzimych mniejszości kurdyjskich.

Zdesperowany Zachód

Zachód jest zdesperowany, by ustabilizować sytuację w Iraku. Amerykańska i brytyjska wiarogodność imperialna wisi na włosku. Turcja ma także dużą stawkę w północnych polach naftowych, a Chiny w południowych. Iran zainwestował dużo w strategiczne partnerstwo z rządem dominowanym przez szyitów. Wiele dużych firm wydobywczych i budowlanych zainwestowało miliardy dolarów w infrastrukturę i kluczowe branże przemysłu. Wszystko jest teraz zagrożone. Lata sankcji, inwazji, katastrofalnej okupacji i neoliberalizmu rozdarły Irak na kawałki. Dalsza interwencja zbrojna może dodać paliwa do ognia.

Irakijczycy mają długą historię jednoczenia się przeciw najeźdźcom, lecz ostatnie cierpienie, które spadło na ten kraj, nie daje nadziei. Ta wojna ma na celu roztrzaskanie jakichkolwiek nadal istniejących sławnych irackich „suszi” – czyli mieszanych rodzin, pół szyickich, pół sunnickich. Brutalność ISIS-u i ich obrzydliwe antyszyickie sekciarstwo uniemożliwia jakikolwiek apel w stronę rozzłoszczonych i zmarginalizowanych szyitów. Szyiccy liderzy mobilizują się na sekciarską wojnę bez końca.

Kiedyś Irak posiadał największą partię komunistyczną w świecie arabskim. Obywatele Iraku byli znani ze swojego wykształcenia i dziedzictwa kulturowego.

Zjednoczenie?

Ruch, który złączyłby wszystkie części Iraku, wydaje się odległy. Mimo tego widzieliśmy jego potencjalny przebłysk podczas ostatniej dekady. Powstanie przeciwko okupacji w 2004 roku było takim okresem, jak i zamieszki podczas “Irackiej Wiosny” w 2012 roku. Zwykli Irakijczycy nie mają żadnego interesu w wojnie sekciarskiej i niewiele do zyskania z dalszej okupacji i interwencji zagranicznych. Jak na razie te głosy, niestety, zostały zagłuszone przez głosy nawołujące do wojny i zemsty. Nie wygląda także na to, że te głosy zaistnieją w najbliższym czasie.

Jednak na pewno zaistnieją, gdyż wszystkie inne „rozwiązania” prowadzą do większego nieszczęścia dla zwykłych ludzi. Irak jest bogaty w złoża ropy, jest różnorodny kulturowo i posiada wspaniałą historię. Prawdziwe zjednoczenie będzie zbudowane oddolnie wśród zwykłych ludzi. Jednak może ono zaistnieć jedynie na bazie ekono- micznej i społecznej sprawiedliwości, wolnej od interwencji i dominacji zewnętrznej.

 

Podział w syryjskiej rewolcie jest spowodowany wzrostem wpływów ISIS

Islamskie Państwo w Iraku i Syrii (ISIS) wyłoniło się podczas powstania syryjskiego. Czasami jest znane jako ISIL, dlatego, że w języku arabskim Syria odnosi się do Lewantu, do którego należą także Jordania, Liban i Palestyna. Gdy syryjska rewolta nabierała w siły w 2012 roku, iracka Al-Kaida dostarczała broń syryjskim rebeliantom.

Gdy islamiści zdobywali przewagę pośród rebeliantów, zakorzenił się jej syryjski oddział zwany Jabhat al-Nusra (JAN). Pomiędzy skrzydłami irackim a syryjskim wzrosły napięcia odnośnie celów i metod powstania. JAN zazwyczaj współpracował z komitetami ludowymi i brygadami rebelianckimi – ISIS ich atakował. Organizacje podzieliły się i ISIS weszło w szereg układów z reżimem syryjskim. W zamian syryjskie siły powietrzne nie uderzały w siły ISIS, podczas gdy nadal uderzały w rebeliantów. W 2013 roku, siły rebelianckie zaczęły wypychać ISIS z regionów syryjskich i wojownicy ISIS powoli przechodzili przez granice do zachodniego Iraku.

W grudniu 2012 roku, w Falludży rozpoczął się pokojowy i ludowy ruch na rzecz równouprawnienia sunnitów. Sekciarski rząd Nuriego al-Malikiego odniósł się do nich represją. Kiedy ISIS uderzyło w miasto Mosul, spodziewało się przeciągającej się walki z wojskiem irackim. Zamiast tego wojsko irackie rozpadło się.

 Simon Assaf

Wojny odsłaniają słabości Zachodu

 Jedną z największych niespodzianek kryzysu w Iraku jest nagły, pokorny zwrot zachodnich pod- żegaczy wojennych o pomoc Iranu. USA rozmawiają z Iranem o pomocy w Iraku, a Wielka Brytania chcę na nowo otworzyć swoją ambasadę w Teheranie.

Przez wiele lat wydawało się, że po inwazji Iraku i Afganistanu, Iran padnie następną ofiarą. Prezydent George W. Bush wrzucił Iran razem z Koreą Północną i Irakiem do jednego worka, nazywając te kraje „osią zła”. Jego neokonserwatywni sojusznicy rzadko oszczędzali słów w machaniu szabelką w kierunku Iranu. Tak samo robił brytyjski rząd Tony’ego Blaira. Ich hipokryzja odnośnie naruszania praw człowieka lub rozprzestrzeniania broni jądrowej nie była rozszerzona na ich własnych sojuszników – w tym szczególnie na Izrael.

Prawdziwym ukrytym celem był Projekt na rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia. Zwolennicy Busha chcieli wywołać serię dramatycznych demonstracji siły wojskowej USA, by supermocarstwowa hegemonia ich kraju nie była podważalna po zakończeniu zimnej wojny. Jednak zamiast zapewnienia władzy USA, wojny Busha odkryły jej słabości. Także spowodowały one chaos tam, gdzie chcieli obsadzić rządy marionetkowe.

Konflikt w Afganistanie stanął się teraz wojną Baracka Obamy i rozszerzył się na teren Pakistanu. Trauma interwencji w Iraku uniemożliwia uzasadnienie inwazji kolejnego państwa. Obama był wybrany w celu zakończenia wojen. Większość zwykłych obywateli jest zmęczona bezsensownym rozlewem krwi. Także wielu ludzi wśród elit politycznych chce wycofać się z Bliskiego Wschodu. Woleliby skupić się na wzmocnieniu pozycji USA wobec regionów spornych, gdzie rośnie siła Chin.

Wysyłanie nawet małych grup żołnierzy do Iraku jest upokorzeniem dla naszych władców. Wykonywanie tego przy pomocy Iranu, jest nawet bardziej kłopotliwe. Państwa imperialistyczne są mniej chętne, by wysyłać nawet tysiąc żołnierzy, i decydują się na śmiertelne naloty. Chętniej garną się do wyrobienia układów dyplomatycznych niż działania samodzielnego.

Tymczasem zabijanie trwa.

Nie jest dlatego, że kraje zachodnie są słabe i niezdecydowane lub krwiożercze i sadystyczne – choć niewątpliwie wiele z nich jest. Może być to pojęte jedynie ujęciu imperializmu jako systemu światowego. Nasze społeczeństwo jest zbudowane na konkurencji w gromadzeniu kapitału – konkurencji, którą mogą wygrać jedynie szefowie popierani przez potężne państwa. Czasami wojny są bezpośrednio połączone z robieniem zysków. Jednak mogą też wynikać z przejęcia strategicznych złóż lub zastraszaniem rywalizującego państwa.

Zachód chce pokazać, że nie jest wyczerpaną mocą, lecz to, co teraz się dzieje w Iraku, wskazuje na jego słabości. Ten pociąg do wojny przynosi tylko nieszczęście i musi być zwalczany przy każdej okazji. Jednak może być jedynie powstrzymany przez obalenie systemu kapitalistycznego, które go wywołuje.

Tłum. Mateusz Lubiński

Category: Gazeta - lipiec-sierpień 2014

Comments are closed.