baner.pracdem.stary

W trzecią rocznicę rewolucji Egipt przeżywa czarne dni

| 1 lutego 2014
25.01.2014 Kair. Demonstracja przed Syndykatem Prasowym. W dzień trzeciej rocznicy rewolucji wojsko zabiło ok. 100 osób – 1000 aresztowano.

25.01.2014 Kair. Demonstracja przed Syndykatem Prasowym. W dzień trzeciej rocznicy rewolucji wojsko zabiło ok. 100 osób – 1000 aresztowano.

To są czarne dni rewolucji egipskiej, jednak proces rewolucyjny oznacza, że sytuacja wciąż jest pełna sprzeczności.

Wygrana w ostatnim referendum na temat nowej konstytucji umocniła władzę armii. Jednak niska, 37% frekwencja pokazuje, że miliony Egipcjan nie chcą, by wojsko decydowało o przyszłości kraju.

To ono jest siłą napędową kontrrewolucji, choć nie zawsze działającą w sposób bezpośredni. Armia mordowała i więziła członków Bractwa Muzułmańskiego, a następnie rozpoczęła aresztowania działaczy lewicy, którzy stali się żywymi symbolami rewolucji. To ona zastosowała na kampusach uniwersyteckich politykę „strzelania, by zabić”. Następnym celem ataku będzie ruch pracowniczy.

Dlaczego więc tak wielu Egipcjan zakochało się w armii i sprawującym rządy gen. Abdelu Fattahu al-Sisim?

Klasa rządząca znalazła wybawcę, na którego czekała z nadzieją od chwili wybuchu rewolucji.

Masy obaliły dyktatora Hosni Mubaraka w ciągu zaledwie 18 dni stycznia 2011 r. Policja została wyparta z ulic już w pierwszym tygodniu rewolucji. To był prawdziwy kryzys władzy. Armia nie była w stanie powstrzymać narastającej fali buntu, więc zwróciła się ku innym siłom, by odwrócić jej bieg.

W ostatniej rundzie wyborów prezydenckich w 2012 r. były minister w rządzie Mubaraka Ahmed Szafik stanął przeciwko Mohammedowi Mursiemu z Bractwa Muzułmańskiego. Armia poszła za Mursim, gdyż miała nadzieję, że zdusi on rewolucję. Wielu ubogich Egipcjan również zwróciło się ku Bractwu, mając nadzieję że wprowadzi ono reformy. Jednak islamiści zaczęli realizować probiznesowy i prowojskowy program, który wywołał oddolny opór.

W ciągu dwóch ostatnich miesięcy przed upadkiem Mursiego protesty wybuchały z częstotliwością dwóch na godzinę. Prawie 50% z nich dotyczyło kwestii ekonomicznych, jednak resztę w dużej mierze stanowiły protesty polityczne. Niepokoje społeczne pogrążyły kraj w chaosie. Klasa rządząca pragnęła położyć temu kres.

Dlatego właśnie w masowych demonstracjach przeciwko Mursiemu z 30 czerwca zeszłego roku wzięli udział zarówno ludzie lewicy, jak i prawicy. Lewica nie była w stanie przedstawić politycznej alternatywy. Rewolucyjni Socjaliści od początku odgrywali w rewolucji ważną rolę, jednak choć nasze szeregi znacząco wzrosły, wciąż byliśmy zbyt małą organizacją.

Wzywaliśmy do strajku generalnego i nawoływaliśmy ludzi, by pozostali na ulicach w stanie gotowości. Gdyby choć połowa z 14 milionów demonstrantów posłuchała naszych wezwań i pozostała na ulicach, udałoby się utrzymać dynamikę ruchu.

Jednak wszystkie inne ugrupowania na lewicy wolały zająć się atakami na Bractwo. Gdy tylko Mursi odszedł, podążyły one za wojskowymi i wezwały do „jedności armii, policji i ludu” przeciwko byłemu prezydentowi.

Oto więc mamy społeczeństwo wstrząsane aż do fundamentów zmaganiami klasy pracowniczej, z klasą rządzącą w stanie szoku na skutek nacisku oddolnego. I w takiej sytuacji stalinowska i socjaldemokratyczna lewica uważała armię za zbawcę.

Wszystkie media, liberałowie i “modne” kręgi towarzyskie wsparły apele armii o to, by ludzie zeszli z ulic i wrócili do domów – i tak właśnie się stało. Klasa rządząca i wszystkie resztki reżimu Mubaraka zjednoczyły się w poparciu al-Sisiego. Duża część klasy średniej również stanęła za nim. Armia gwarantuje stabilizację dla ludzi cieszących się bogactwem i własnością.

Z drugiej strony rewolucja też nie spełniła aspiracji mas do zapewnienia wszystkim chleba, pokoju i sprawiedliwości społecznej. Lenin powiedział że jedną z najgorszych rzeczy, jaka może się wydarzyć w czasie rewolucji, jest zniechęcenie mas. To właśnie stało się w Egipcie: rewolucja zderzyła się z potęgą państwa.

Jednak nie powinniśmy dawać wiary propagandzie mówiącej, że wszyscy świętują wyniesienie do władzy al-Sisiego. Choć wszyscy przywódcy oficjalnych związków zawodowych popierają armię, nie znaczy to jednak, że wojsko przeciągnęło na swoją stronę większość pracowników. Zniechęcenie i frustracja są jedynie oznaką tego, że masy nie są już w stanie mobilizacji i że nie mają żadnej politycznej reprezentacji, przemawiającej ich głosem.

Trzeba to mieć na uwadze próbując zrozumieć układ sił klasowych. Armia miała nadzieję na 80% frekwencję w referendum. Puste komisje wyborcze były dla niej szokiem. W szczególności wojskowym nie udało się przekonać do siebie mas młodych ludzi. Już w dniu referendum, gdy 98% oddanych głosów poparło nową konstytucję, część zwolenników al-Sisiego zaczęła odczuwać niepokój. Proces stabilizacji reżimu wzmacnia państwo i jego sojuszników, lecz z drugiej strony tworzy głębokie podziały, które zaowocują nowymi zmaganiami w przyszłości.

Wassim Wagdy, członek Rewolucyjnych Socjalistów w Egipcie

 

Każdy kto się sprzeciwia jest oskarżany o zdradę

Ostatnio mogliśmy zaobserwować jak niezależne związki, a raczej ich gremia przywódcze, dokonują ostrego zwrotu.

Ogłosiły one, że zaprzestają wszelkich strajków, by nie utrudniać walki państwa z Bractwem Muzułmańskim. Robotniczy przedstawiciele wyrzekają się broni, która służy pracownikom do obrony ich interesów.

Niezależne związki, podobnie jak wszędzie indziej, wytworzyły biurokrację, która tak naprawdę nie reprezentuje interesów pracowników.

W Egipcie każdy, kto podnosi głos sprzeciwu, oskarżany jest o to, że jest zdrajcą państwa i armii. Nawet chrześcijańscy pracownicy są oskarżani o to, że są w Bractwie Muzułmańskim. Jednak ostatnio daje się zauważyć zmiana nastrojów wśród pracowników, m. in. wśród tak ważnych grup jak hutnicy, robotnicy fabryczni z 10. Ramadanu [strefy przemysłowej 55 kilometrów od Kairu], Aleksandrii i Suezu. Można mieć nadzieję, że ci pracownicy odzyskają niezależne związki i uczynią je wyrazicielem swoich interesów, albo też stworzą nowe formy swej reprezentacji.

Spodziewamy się nasilenia zmagań pracowniczych. Presja jakiej poddani są pracownicy stale narasta, zaś państwo nie jest w stanie polepszyć sytuacji gospodarczej zgodnie z oczekiwaniami ludzi.

Mostafa Basiouny, dziennikarz i członek Rewolucyjnych Socjalistów

 

Stara lewica zawiodła

Każda ze starych partii politycznych, roszczących sobie prawo do reprezentowania ruchu masowego, oblała egzamin z rewolucji.

Żałosne efekty działalności Bractwa Muzułmańskiego stworzyły ogromną rzeszę ludzi podatnych na lewicowe hasła. Po raz pierwszy od dziesiątków lat masowy ruch szukał związków z polityką radykalną .

Gamal Abdel Naser po przejęciu władzy w latach 50-tych ubiegłego wieku zyskał ludowe poparcie dla programu reformy rolnej, szeroko zakrojonej nacjonalizacji przemysłu, budowy państwa dobrobytu oraz opozycji wobec państwa Izrael.

Nurty komunistyczne odegrały wiodącą rolę w ruchu antykolonialnym oraz w tworzeniu pierwszych związków zawodowych. Jednak ich działania zawsze były osłabiane przez stalinowską politykę, szukającą sojuszników wśród „postępowych” członków klasy kapitalistycznej. W 1965 r. partia komunistyczna uległa samorozwiązaniu twierdząc, że teraz wojsko reprezentuje interesy całego ludu. To co pozostało z ruchu komunistycznego stało się zapleczem prezydenta Hosni Mubaraka. W wyborach 2012 r. komuniści poparli sojusznika Mubaraka – Ahmeda Szafika, kandydata kontrrewolucji.

W wyborach prezydenckich 2012 r. kandydat naserystów Hamdin Sabahi ogłosił się reprezentantem rewolucji. Wygrał on wybory w każdym większym mieście. Gdy jednak wojsko przejęło władzę w lipcu 2013 r., Sabahi, udzielił poparcia nowemu dyktatorowi Abdelowi Fattahowi al-Sisiemu.

Stara lewica zawiodła. Nowa lewica musi trwać niewzruszenie w swym zaangażowaniu na rzecz interesów mas ludowych.

Phil Marfleet

Tłumaczył Jacek Szymański

 

Tags:

Category: Gazeta - luty 2014

Comments are closed.