STOP AGRESJI NA IRAN I LIBAN!

W następstwie tygodni amerykańskiej rozbudowy militarnej w Zatoce Perskiej oraz w państwach tego regionu, USA i Izrael rozpoczęły atak na Iran.
Najpierw izraelski minister obrony kłamliwie ogłosił rozpoczęcie „uderzeń wyprzedzających” (kłamliwie, bo nie było żadnego nagłego zagrożenia dla Izraela ze strony Iranu). Następnie Trump, przekraczając granice absurdu, ogłosił „wielką operację mającą zapobiec temu, by reżim w Iranie zagrażał Ameryce”.
Pierwszego dnia wojny w ataku na szkołę podstawową dla uczennic w Minab zginęło 165 osób – większość z nich to dziewczynki w wieku 7-12 lat.
Drugiego dnia amerykańsko-izraelskich nalotów zbombardowano halę sportową, gdzie świadkowie opisywali sceny grozy i chaosu z „nieustannymi krzykami”.
Do 2 marca w wyniku amerykańsko-izraelskich ataków zginęło ponad 555 Irańczyków i Iranek – niemal tyle, ile wyniosła liczba ofiar izraelsko-amerykańskich ataków na Iran w czerwcu ubiegłego roku. Liczba ta nie obejmuje osób zabitych w wyniku izraelskiego bombardowania stolicy Libanu, Bejrutu, oraz innych celów w tym kraju.
Amerykańsko-izraelskie ataki nastąpiły podczas negocjacji amerykańsko-irańskich dotyczących irańskiego programu nuklearnego.
Minister spraw zagranicznych Omanu Badr Albusaidi – kluczowy mediator w rozmowach – stwierdził na dzień przez atakiem, że porozumienie wydaje się być w zasięgu ręki.
USA ciągle zmieniają oficjalnie przedstawiany pretekst do rozpoczęcia wojny. Trump w pewnym momencie mówił, że celem jest zmiana reżimu. Następnie sekretarz stanu Marco Rubio powiedział, że USA musiały uderzyć, ponieważ Izrael rozpoczął atak i trzeba było wyprzedzić rewanżowy atak ze strony Iranu. Dodał, że przede wszystkim chodzi o ograniczenie programów rakiet balistycznych – program nuklearny ledwo wymienił.
Jednocześnie Izrael i USA konsekwentnie kłamią na temat rzekomego rozwijania przez Iran programu głowic nuklearnych, co ma być uzasadnieniem dla wciągnięcia całego regionu w wojnę.
Faktycznie zarówno Izrael, jak i Arabia Saudyjska naciskały na Trumpa, aby zaatakował Iran.
Jak powiedział izraelski premier Benjamin Netanjahu pierwszego dnia wojny: „Ta koalicja sił pozwala nam zrobić to, czego pragnąłem od 40 lat”. Przywódcy ludobójczego państwa kolonialnego marzą o ekspansji i dominacji „Wielkiego Izraela” w całym regionie. Poza masowym mordowaniem Palestyńczyków i dewastowaniem Strefy Gazy, w czasie ostatnich dwóch lat Izrael eskalował przemoc osadników na Zachodnim Brzegu i zaatakował szereg państw regionu.
Nie tylko Izrael grał tu istotną rolę.Jak donosiła amerykańska gazeta The Washington Post (1 marca): „Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman w ciągu ostatniego miesiąca odbył wiele prywatnych rozmów telefonicznych z Trumpem, opowiadając się za amerykańskim atakiem, mimo publicznego poparcia dla rozwiązania dyplomatycznego”. Gazeta dodała: „Atak nastąpił pomimo ocen amerykańskiego wywiadu, że siły Iranu prawdopodobnie nie będą stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla terytorium USA w czasie najbliższej dekady”.
Jednak niezależnie od tła decyzji o ataku i roli innych państw, to Stany Zjednoczone stoją na czele uderzeń na Iran.

Sojusznicy USA
Zachodni sojusznicy USA, którzy w ciągu ostatniego roku byli ostro traktowani przez Trumpa, potulnie stanęli za nim, obwiniając za wojnę Iran.
Brytyjski premier Keir Starmer powiedział, że udzielił USA zgody na wykorzystanie brytyjskich baz na Cyprze, Diego Garcia (wyspie na Oceanie Indyjskim) – i w samej Brytanii – do ataków na irańskie wyrzutnie rakiet. Dodał, że brytyjskie samoloty bojowe „są w powietrzu”.
We wspólnym oświadczeniu z przywódcami Francji i Niemiec Starmer ogłosił, że te trzy państwa są gotowe zniszczyć zagrożenia „u źródła”.
Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził, że w obliczu nowych wyzwań Francja będzie musiała zwiększyć swój arsenał nuklearny.
Ogłosił, że osiem krajów europejskich, w tym Polska, jest zainteresowanych udziałem w zaawansowanym francuskim programie „odstraszania nuklearnego”.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała nawet do „wiarygodnej transformacji” (czytaj: „zmiany reżimu”) w Iranie.
Pomimo wrogiego zachowania Trumpa wobec Kanady, premier tego kraju Mark Carney stanowczo oświadczył: „Kanada popiera Stany Zjednoczone”.
W Polsce Donald Tusk skorzystał z okazji, by kontynuować retorykę usprawiedliwiającą ogromne wydatki na zbrojenia: „Jedność Polaków w kwestii bezpieczeństwa jest dziś szczególnie ważna” – napisał w serwisie X .
Natomiast prezydent Nawrocki z typową dla siebie pompatycznością oświadczył: „Stany Zjednoczone – największy sojusznik Rzeczypospolitej Polskiej – straciły dziś trzech swoich synów w ataku odwetowym przeprowadzonym przez Iran”, dodając, że jest z nimi i ich rodzinami „myślami i modlitwą”. Trzech zabitych żołnierzy agresora tak wzruszyło pana prezydenta, że ani słowem nie wspomniał o setkach zabitych cywilów.
Słuchając wypowiedzi polskich „naczelników państwa” pamiętajmy, że polski trotyl dziś zabija. Prawdopodobnie także w Iranie (patrz ramka str. 3).
Odpowiedź Iranu
Iran odpowiedział na bombardowania, uderzając jednocześnie na amerykańskie bazy w kilku krajach regionu oraz w Izrael. Pokonanie Iranu nie będzie tak łatwe, jak się wydaje agresorom.
Trump bezwstydnie zwrócił się do społeczeństwa irańskiego: „Kiedy skończymy, przejmijcie swój rząd. Będzie wasz do wzięcia. To prawdopodobnie wasza jedyna szansa na pokolenia”.
Ta retoryka wyzwolenia jest odrażająca – zwłaszcza gdy pochodzi od prezydenta państwa, które – jak stwierdził niegdyś Martin Luther King – jest „największym sprawcą przemocy na świecie”.
To Irańczycy i Iranki powinni decydować o swojej przyszłości, a nie zachodnie bomby.
Pamiętamy, jak skończyła się imperialna agresja ze strony USA i sojuszników – od Wietnamu, po Afganistan, Irak i Libię. Bomby nie wprowadziły ani wolności, ani demokracji – tylko chaos, przemoc i śmierć.
W chwili pisania tego tekstu nie jest jasne, jak rozwinie się wojna. Wiemy jednak, że zginie o wiele więcej ludzi.
Naszym zadaniem jest budowa silnego ruchu antywojennego w Polsce, który dołączy do protestów odbywających się na całym świecie.
Pierwszy duży sondaż (Reuters/Ipsos) dotyczący ataków na Iran pokazuje, że wojny Trumpa nie cieszą się obecnie poparciem nawet w USA: 27% badanych je popiera, 43% jest im przeciwnych. To wyniki jeszcze gorsze niż reakcja na naloty w czerwcu ubiegłego roku, gdy rozkład wynosił 36–45. Nawet poparcie wśród wyborców Partii Republikańskiej Trumpa spadło z 69% w czerwcu do 55% obecnie.
Musimy sprzeciwiać się imperializmowi, rozumiejąc, że mówiąc „imperializm”, nie mamy na myśli wyłącznie Putina. Polska jest sojusznikiem USA, jest częścią bloku zachodniego. W pierwszej kolejności musimy więc skierować swoje protesty przeciw polskiej militaryzacji i imperializmowi zachodniemu.
A jeśli naprawdę chcemy zakończyć horror wojny, musimy również zrozumieć, że nie ma kapitalizmu bez imperializmu. Kapitalizm nie jest systemem pokojowej wymiany handlowej, jak to przedstawiają jego propagandziści. To system wyzysku i brutalnej rywalizacji, który prowadzi także do najwyższej formy konkurencji – wojny. Chiny są dziś głównym rywalem USA. Agresja na Iran jest również jednym z przejawów tej rywalizacji.
Tylko masowy opór zwykłych ludzi – pracowników i pracownic – może przekształcić się w zorganizowaną alternatywę wobec tego krwawego systemu.
Ellisiv Rognlien
Andrzej Żebrowski
Polski trotyl zabija dziś w Iranie, Libanie i Gazie
Według stanu z listopada 2023 roku Polska wysłała około 50 000 ton TNT do amerykańskich firm zbrojeniowych. W kwietniu tego roku wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk wprost przyznał, że polskie zakłady są „głównym dostawcą trotylu na potrzeby Stanów Zjednoczonych i to na poziomie 90%”. Jeszcze kilka lat temu amerykański producent bomb General Dynamics (piąty co do wielkości producent broni na świecie) informował, że Nitro-Chem jest jedynym autoryzowanym dostawcą trotylu na potrzeby amerykańskich programów bombowych. Te bomby i pociski artyleryjskie są eksportowane przez USA w dziesiątkach tysięcy sztuk do Izraela.
Category: Gazeta - marzec 2026







