Korona-chaos, PiS i kapitalizm

| 1 listopada 2020
27.10.20 Legnica. Karetki z pacjentami stoją nawet po kilkanaście godzin 
w kolejce do oddziału ratunkowego.
27.10.20 Legnica. Karetki z pacjentami stoją nawet po kilkanaście godzin
w kolejce do oddziału ratunkowego.

Już nie setki, nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy ludzi codziennie zaraża się w Polsce koronawirusem. A to tylko stwierdzone przypadki, gdy tekstów wciąż wykonuje się zdecydowanie zbyt mało.

Na przełomie października i listopada około jednej czwartej, a czasem nawet jednej trzeciej testów dawało wynik pozytywny. Dla porównania w sąsiednich Niemczech, gdzie pandemia także przybiera na sile, w tym samym czasie pozytywny był co dwudziesty test. Po prostu robi się ich tam dużo więcej. Liczba zakażonych w Polsce musi być więc znacznie wyższa niż wynika to z oficjalnych statystyk. Codziennie umierają setki z nich.

Wraz ze wzrostem liczby zakażonych, coraz bardziej kłuje w oczy katastrofa polskiej ochrony zdrowia. Już w październiku dochodziło do sytuacji, gdy karetki pogotowia krążyły z chorymi między szpitalami, które odmawiały ich przyjęcia z powodu przeciążenia. Uderza chaos związany z rozpaczliwymi próbami doraźnego łatania dziur systemu opieki zdrowotnej.

Brakuje sprzętu, przede wszystkim jednak brakuje ludzi. System ten nie załamał się jeszcze w obliczu pandemii (z naciskiem na słowo „jeszcze”) w głównej mierze dzięki heroicznej pracy szeregu zawodów medycznych – lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych czy diagnostów. Środowiska medyczne, w tym związki zawodowe osób pracujących w tych zawodach, od lat wskazywały na braki personelu. Średnia wieku pielęgniarek w Polsce wynosi 52 lata, co oznacza, że wiele z nich jest w grupie szczególnego zagrożenia życia, pracując w obliczu pandemii. 22 października, w Zamościu, na Covid-19 zmarła kolejna, już piąta pielęgniarka.

„Dzieło wspólne” rządzących

Oczywiście zapaść ochrony zdrowia to nie tylko wina pisowskiej władzy. Można to uznać za rodzaj „dzieła wspólnego” rządzących w czasie polskiej transformacji, z patologią chronicznego niedofinansowania tego sektora i wdrażania rozlicznych pomysłów jego komercjalizacji (w stylu „wyceny usług”).

PiS ma tu jednak swój istotny udział. Nie tylko dlatego, że rządzi systemem opieki zdrowotnej od pięciu lat. Nie tylko dlatego, że uruchamiał kampanię szczucia, będącą znakiem firmowym tej partii, ilekroć dochodziło do protestów medyków – pamiętamy strajki pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka i lekarzy-rezydentów (w tym „niech jadą!” [za granicę] posłanki Hrynkiewicz). Ale także dlatego, że rządzący nie podjęli koniecznych działań przez niemal rok, odkąd po raz pierwszy odkryto koronawirusa w Chinach i przez wiele miesięcy, gdy pandemia dotarła już do Polski (a pamiętajmy, że i tak, szczęśliwie dla nas wszystkich, dotarła tu dość późno).

Obecna taktyka władzy to próby zrzucania odpowiedzialności za rozwój pandemii. Choćby na ludzi, którzy nie noszą maseczek – choć nienoszenie ich (i, co nawet groźniejsze, plenienie się najbardziej absurdalnych teorii spiskowych negujących zagrożenie koronawirusem) ma miejsce także przez sprzeczne komunikaty rządu, jego często absurdalne poczynania i ogólny brak zaufania w jego intencje. Ostatnio jednak to przerzucanie odpowiedzialności kierowane jest na masowo protestujących przeciw decyzji propisowskiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Trzeba powiedzieć, że to przekroczenie wszelkich granic absurdu i bezczelności, o ile jeszcze takowe istniały. Najpierw uderzyć kobiety pałą po głowie, później obarczać odpowiedzialnością za skutki podjęcia obrony własnej.

Nie zapomnijmy także, że wzrost zachorowań na Covid-19 miał miejsce na długo przed protestami przeciw antyaborcyjnemu wyrokowi. Tysiąc potwierdzonych zakażeń dziennie po raz pierwszy został przekroczony 19 września. 1 października było to już niemal 2 tys., a gdy TK wydawał wyrok na kobiety 22 października – był to już ponad 12 tysięcy nowych zakażeń.

Ratują zyski kosztem ludzi

W ramach postępującego chaosu, cele pisowskiej władzy nie różnią się jednak, od celów rządzących każdego państwa kapitalistycznego. Celem jest „ratowanie gospodarki”, to znaczy zysków właścicieli tejże gospodarki. W kapitalizmie inaczej się nie da. Czyli do pracy musisz chodzić, co do tego nie ma żadnych obostrzeń. Bo święta „gospo- darka” musi działać. Bo święte zyski i poziom PKB muszą być ratowane, wszak są istotą całego systemu. Innymi słowy ratowany jest kapitał. Ludzi ratować można o tyle, o ile nie przeszkadza to ratowaniu kapitału.

Jednak pandemia także dla „gospodarki”, tj. dla pomnażania kapitału, jest problemem. Ostatecznie każdy przyzna, że chorzy nie pracują zbyt wydajnie, a martwi jeszcze mniej. Załamanie ochrony zdrowia ma więc swoje gospodarcze skutki. Podkreślmy jednak, że to właśnie to pomnażanie kapitału jest w centrum polityki państwa.

Dlatego rządy tak bardzo bronią się przed lockdownem, choć czasami z tego samego powodu nie mogą go uniknąć. Czasami część kapitału trzeba poświęcić na ołtarzu całości, jak to dzieje się dziś z restauratorami czy właścicielami siłowni (przy czym często trudno znaleźć logikę wyboru tych branż, które postanawia się poświęcić). Zasadniczym zadaniem państwa jest jednak to, by ta całość była jak najbardziej „do przodu” w porównaniu z innymi. Pan premier już nie raz się chwalił, że PKB polskiej gospodarki spadło mniej niż innych państw, więc działania rządu okazały się skuteczne.

Chodzić do pracy musisz…

W miejscach pracy ograniczeń więc prawie nie ma (i dodajmy, zawsze było ich tyle, ile tylko najmniej się dało) i chodzić do pracy musisz. Będziesz miał problem z dotarciem do tej pracy, gdy w komunikacji publicznej zajętych ma być 30% miejsc. W magazynie, biurze, czy hali fabrycznej zajętych może być 100% (bo wiadomo, gospodarka głupcze!). Na przystanku tłok też nikogo nie rusza. Choć, kto wie, może władza upoważni policję do rozpraszania tłumu.

Zgromadzenia publiczne ograniczono do 5 osób (bo zgromadzenia są groźne, oczywiście poza gromadzeniem się, by pracować). No, a po robocie nie pójdziesz na siłownię czy na basen. Masz zostać w domu. „Zostańcie w domu!” – mówi pan premier, nie dodając, że zostańcie, ale po pracy. Ewentualnie możesz iść do kościoła – jego świętość lokuje się bowiem blisko świętości miejsc pracy (jeśli nie są basenem czy siłownią).

A co z dziećmi? Najpierw postanowiono, że te ze szkół ponadpodstawowych uczyć się będą zdalnie, ale te z podstawowych – w szkołach. Gdy rozwój pandemii postępował, także dzieci z klas 4-8 przekierowano na nauczenie zdalne. Dlaczego? Ze względu na dobro dzieci czy nauczycielek? Nie żartujmy… Dzieci z młodszych klas podstawówek, jak i przedszkolacy, nie mogą zostać w domu, bo ktoś z rodziców nie pójdzie wtedy do pracy (i jeszcze – o zgrozo! – wystąpi o zasiłek). A nauczycielki tych dzieci? Wiadomo, do pracy, muszą jakoś na siebie uważać.

Czy pomyślano?

Czy pomyślano o zapewnieniu pełnego wynagrodzenia dla tych, którzy nie powinni pracować? Znów – nie żartujmy. I nie dziwmy się, że ludzie często wolą ryzykować w pracy, że zachorują, zakażą innych, umrą… niż ryzykować w domu, że zostaną bez grosza i z rachunkami do opłacenia. Czy pomyślano o wykorzystaniu miejsc w hotelach, biurowcach, halach magazynowych, niezamieszkanych od lat mieszkaniach? W prywatnych szpitalach (nie tylko z łaski ich właściciela)? W bazach wojskowych (polskich i „sojuszniczych”)? Nie tylko na potrzeby ochrony zdrowia, ale także tysięcy ludzi, którzy mają tragiczne warunki mieszkaniowe, powodujące, że zostanie w domu może jest konieczne, ale pozostaje nie do wytrzymania.

Czy pomyślano o konwersji produkcji zbrojeniowej na produkcję sprzętu medycznego? O takich pomysłach, naruszające święte prawo własności w świętej „gospodarce”, rządzący nawet boją się pomyśleć. W ich widnokręgu przez wiele miesięcy nie znalazł się nawet pomysł wypełnienia dramatycznych luk w liczbie personelu medycznego przez zachęcenie do przyjazdu imigrantów. Nieśmiałe półkroki w tej sprawie pojawiły się dopiero w październiku, bo przecież rząd wciąż jest na wyobrażonej wojnie „cywilizacyjnej” o przetrwanie narodu polskiego.

Nawet pomysł rzeczywistego dowartościowania pracujących w ochronie zdrowia okazał się dla PiS-u zbyt daleko idący. Po przypadkowym przegłosowaniu w Sejmie 100 proc. dodatku do wynagrodzenia dla wszystkich (a nie tylko skierowanych do pracy) pracowników ochrony zdrowia, zaangażowanych w leczenie chorych na COVID-19 lub podejrzanych o zakażenia, Kaczyński grzmiał, że to „niszczenie finansów publicznych” i „państwa polskiego”.

PiS zgłosił więc nowy projekt korygujący ten „niszczący” wypadek przy pracy. Oczywiście nie wpadli nawet na obcięcie wydatków na zbrojenia – w przyszłym roku to blisko 16 mld zł na same tylko „wydatki majątkowe przeznaczone głównie na realizację inwestycji i zakupy inwestycyjne resortu obrony narodowej oraz na współfinansowanie programów inwestycyjnych NATO”.

Także uważajmy na siebie i innych. I walczmy o swoje. Władza ma bowiem inne priorytety.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - listopad 2020

Comments are closed.

WEEKEND ANTYKAPITALIZMU 2019

Plakat – Weekend Antykapitalizmu 2019
Weekend Antykapitalizmu 2019 – 31 maja–2 czerwca Warszawa
Wydarzenie na Facebooku – "Weź udział" i zaproś znajomych!

CZARNY PIĄTEK – Przeciw barbarzyńskiej ustawie

Czarny Piątek 23.03.2018
Wielki protest przeciw ustawie antyaborcyjnej
Wydarzenie na Facebooku

DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ

 Wiec w Zakładach Putiłowskich w 1917 r.

Pracownicza Demokracja zaprasza na spotkania – – sobota, 4 listopada 2017 w Warszawie g. 15.00-19.00

Wydarzenie na Facebooku