Black Lives Matter – bunt przyniósł wiele zdobyczy, ale walka trwa

| 1 lipca 2020
06.06.20 Ambasada USA w Warszawie. Demonstracja solidarności z protestami w USA.
06.06.20 Ambasada USA w Warszawie. Demonstracja solidarności z protestami w USA.

Do zakończenia wielkiej rebelii związanej z ruchem czarnych Black Lives Matter jeszcze daleko. Zdążyła ona jednak przejść już do historii.

Mielące powoli młyny polityki zostały roztrzaskane, a cele, które wydawały się dotąd nieosiągalne, są postawione na porządku dziennym.

Jest to najszerszy ruch protestu w historii USA, który objął swoim zasięgiem – oprócz największych miast – łącznie 750 miejscowości.

W panicznym strachu przed buntem zmobilizowano ponad 17 tys. członków Gwardii Narodowej, gotowych wesprzeć lokalne oddziały policji. Jest to tyle, ile liczy amerykański czynny kontyngent żołnierzy w Iraku, Syrii i Afganistanie.

Opisując lata sześćdziesiąte, Martin Luther King powiedział, że czarni „zatrzasnęli drzwi za przeszłością zabójczej bierności. To świetlane lata naszego wyjścia na światło dzienne”.

Bunt przełożył się na zmiany poglądów. Niedawno opublikowano kolejne z wielu wymownych badań opinii publicznej. Wynika z niego, że „w ciągu ostatnich dwóch tygodni poparcie amerykańskich wyborców dla ruchu Black Lives Matter wzrosło niemal o tyle, co w poprzednich dwóch latach”!

Zdobywa on także żywą gotówkę od niechętnych dotąd polityków. W Los Angeles rada miasta przekaże prawie 150 milionów dolarów z budżetu policji najbardziej potrzebującym grupom mieszkańców.

Wiele ignorowanych wcześniej przypadków rażącej niesprawiedliwości ma zostać objętych dochodzeniem. Gubernator stanu Waszyngton zarządził nowe śledztwo w sprawie śmierci Manuela Ellisa – czarnoskórego mężczyzny, który zmarł ponad trzy miesiące temu w policyjnym areszcie. Na ujawnionym filmie słychać, jak Ellis krzyczy, że nie może oddychać, na co policjant odpowiada, by „stulił mordę”. Dopiero teraz – po wielomilionowych protestach – pojawił się cień szansy na uzyskanie sprawiedliwości.

Nie należy nigdy mówić, że opór jest daremny, lub że struktur władzy nie da się naruszyć. Niemniej przed nami jeszcze daleka droga. Rasizm jest głęboko zakorzeniony we wszystkich strukturach amerykańskiego społeczeństwa. 

Nadal żyjemy w systemie kapitalistycznym, który niezmiennie ma do zaoferowania niskie płace, fatalne mieszkania i przedwczesną śmierć, a także policyjną przemoc.

Widząc swoje spadające poparcie, prezydent Donald Trump prowokuje i stawia na agresywną polaryzację wzdłuż podziałów rasowych.

W obliczu agresji Trumpa wiele osób może uznać, że jedynym „realistycznym” celem powinno być wykorzystanie energii i złości uwolnionej w ostatnich tygodniach, tak aby wprowadzić do Białego Domu Joe Bidena. 

Nie wolno nie doceniać zdolności Demokratów do zagospodarowywania i oswajania buntu. Jednak siła ich przyciągania nie działa jednakowo na wszystkich – szczególnie przy tej skali i intensywności oporu.

Wielu uczestników zdaje sobie sprawę, że ich aktywność zostanie wykorzystana przez polityków z Partii Demokratycznej, a obietnice zmian zostaną z czasem złagodzone lub zapomniane.

Działacz z Filadelfii, Dennis Maurice Dumpson, powiedział gazecie Washington Post: „widzieliśmy wystarczająco dużo, aby rozumieć, jak to działa i jak to się odbywa. Mam serdecznie dość spotkań w tym samym starym gabinecie z tym starym członkiem rady i tym samym przedstawicielem stanowym, aby usłyszeć ten sam stary zestaw wymówek”.

Potrzeba więcej gniewnych protestów. Osoby, które odpowiedziały na wezwanie do domagania się rozliczenia morderstwa George’a Floyda, muszą zostać na ulicach, nie dając się sprowadzić na manowce konwencjonalnej polityki.

Nasza uwaga nie powinna skupiać się na zachowaniu poszczególnych funkcjonariuszy policji, ale na systemie, który tych ludzi zachęca i chroni.

Największą nadzieją w tej sytuacji jest to, że więcej osób otworzy się na rewolucyjne argumenty – ale na to musimy aktywnie pracować. Jest wiele czynników, które temu sprzyjają.

Do buntu doszło w czasie, gdy w USA 40 milionów osób pozostaje bez pracy, a ponad 115 tys. zmarło z powodu koronawirusa. 

Czas odświeżyć słowa rewolucjonistki Angeli Davis, która powiedziała: „Jedyną prawdziwą drogą do wyzwolenia czarnych jest droga, która prowadzi do pełnego i całkowitego obalenia w tym kraju klasy kapitalistycznej wraz z całą instytucjonalną otoczką, która gwarantuje jej możliwość kontynuowania wyzysku mas i zniewolenia czarnych”.

Charlie Kimber


Pierwszy krok w walce o wolność

02.06.20 Idaho
02.06.20 Idaho

Historyczna rebelia, którą obserwujemy w USA, jest eksplozją gniewu czarnej części społeczeństwa – złości nagromadzonej na przestrzeni wielu dekad bezkarności policji, której funkcjonariusze dokonywali mordów na nieuzbrojonych Afroamerykanach. Jest wyrazem nagromadzonej rozpaczy rodzin i społeczności.

Odzwierciedla oburzenie z powodu bezkarności morderców w mundurach zarówno na północy, jak i na południu kraju. Wyraża gniew wywołany zdradą „snu” Martina Luthera Kinga o pokojowej rewolucji przez kapitalistyczną Amerykę.

Ukazuje obawę przed powrotem do czasów publicznych linczów, do których zachęcał amerykańskie prezydent. Jest zniecierpliwionym żąda- niem, by Ameryka wreszcie zrealizowała głoszone przez siebie demokratyczne ideały – tu i teraz.

Jak trafnie podsumował sytuację 28-letni czarnoskóry demonstrant William Achukwu z San Francisco: „Nasza Deklaracja Niepodległości mówi o prawie do życia, wolności i dążenia do szczęścia. Obecnie zajmujemy się jedynie częścią poświęconą życiu. To pierwszy krok. Jednak wiele osób marzy o wolności”.

Nie jest zaskoczeniem, że lokalni i stanowi urzędnicy w całych Stanach Zjednoczonych zareagowali na w dużej mierze pokojowe spontaniczne masowe protesty przeciwko brutalności policji i rasizmowi, uruchamiając machinę zmilitaryzowanej policyjnej przemocy.

Przez okres życia jednego pokolenia rząd federalny po cichu przekazywał ogromne nadwyżki sprzętu wojskowego, w tym czołgi, lokalnym jednostkom policji i biurom szeryfów. Policja chętnie korzysta z nowych zabójczych zabawek zaprojektowanych do walki z powstaniami w miejscach takich, jak Afganistan.

Pod rządami zarówno Demokratów (Bill Clinton, Barack Obama), jak i Republikanów (George Bush, Donald Trump), państwo zbroiło służby w ramach przygotowań do prewencyjnej kontrrewolucji.

Właśnie do tego wzywa dziś Trump. Domaga się „całkowitej dominacji” przy wykorzystaniu militarnej przemocy, masowych aresztowań i długich kar więzienia w imię przywracania „prawa i porządku”. Dzięki determinacji bojowego, ale w dużej mierze jednak pokojowego ruchu, kierownictwo wojska jest podzielone, co uniemożliwiło Trumpowi zrealizowanie tego zamiaru.

Jeśli chodzi o przemoc, obawiano się, że liczne przypadki podpaleń, niszczenia witryn sklepowych i kradzieży w jakiś sposób „zdeprawują” uczestników buntu. Mogła by być także wykorzystana jako pretekst do brutalnego militarnego stłumienia rebelii, do czego wzywał Trump. Winą za wszystko obarczył wyimaginowaną grupę terrorystyczną o nazwie „ANTIFA” (skrót od słowa oznaczającego „antyfaszystów”), która w rzeczywistości jest luźną siecią często niepowiązanych ze sobą osób.

Jednocześnie nie należy w pełni odrzucać doniesień o aktach wandalizmu ze strony gangów młodych białych rasistów w czapkach z napisem MAGA – skrótem od słów „Make America Great Again” [„uczyńmy Amerykę ponownie wielką”, czyli hasłem wyborczym Donalda Trumpa – przyp. tłum.], o „akceleracjonistach” podpalających czarne dzielnice w celu „wywołania rewolucji”, a także o brutalnych policyjnych prowokatorach.

Tego typu działania są wodą na młyn polityki Trumpa. Jednak władze nie wysłuchałyby setek tysięcy wściekłych, ale pokojowo nastawionych uczestników protestów, gdyby nie groźba przemocy w sytuacji, gdyby ich głosy zostały zignorowane.

Zamiast podpalać swoje dzielnice, jak to miało miejsce w przeszłości, tym razem protestujący strategicznie uderzają w symbole represji państwowych i kapitalizmu. Podpalają i niszczą własność policji oraz sklepy wielkich korporacji. Napierają nawet na bramy Białego Domu.

Jeśli chodzi o „grabieże”, o które oskarża się ruch BLM, jego rzeczniczki wyraziły to dobitnie podczas pogrzebu George’a Floyda, podkreślając, że biali od wieków rabują Afrykę i Afroamerykanów. Nadszedł dawno spóźniony czas zapłaty.

Niezwykły i budujący jest fakt, że duża część demonstrantów skandujących hasło „Black Lives Matter” [czarne życia się liczą – przyp. tłum.] to biali. Także tutaj doszło do poważnego wyłomu w murze systemowego, zinstytucjonalizowanego rasizmu, który od stuleci umożliwiał amerykańskiej klasie rządzącej podział i podporządkowanie pracujących mas, ustawiwszy faktycznych niewolników i ich dyskryminowanych potomków w opozycji do białych niewolników najemnych w konkurencyjnym wyścigu na dno.

Obecnie w niektórych miejscach obie grupy jednoczą się w walce o sprawiedliwość i równość. Równie niezwykła jest niesłabnąca przywódcza rola kobiet, zwłaszcza Afroamerykanek, w budowaniu ruchu #BlackLivesMatter oraz Marszu Kobiet przeciwko inauguracji Trumpa.

To wzajemne zazębianie się walk o wolność w poprzek głęboko zakorzenionych podziałów rasowych daje nadzieję na otwarcie nowych dróg, gdy ruchy społeczne w USA odżyją po blokadzie narzuconej w związku z pandemią.

Urzędnicy publiczni, jak burmistrz Los Angeles, zostali zobowiązani do spotkania się z protestującymi i złożenia przeprosin za wcześniejsze rasistowskie uwagi.

Trzeba przyznać, że Trump jest najlepszym przedstawicielem, na jakiego współczesna klasa rządzących miliarderów zasługuje. Jego widoczna dla wszystkich nieudolność symbolizuje historyczną niezdolność tej klasy do uzasadnienia swojego prawa do rządzenia.

Wynaturzona, egocentryczna osobowość Trumpa doskonale ucieleśnia interes klasowy 0,01 procenta Amerykanów, którzy posiadają ponad połowę bogactwa narodu.

Jego oczywisty egoizm nie jest niczym, czego nie można by zarzucić miliarderom. Stosując umyślną ignorancję, Trump przemawia w imieniu udziałowców kapitalistycznych korporacji, obojętnych na globalne ekologiczne i społeczne konsekwencje bezwzględnego dążenia do zysku. Mają oni za nic prawdę i sprawiedliwość, mają za nic ludzkie życie.

Błazenada Trumpa ośmiesza samo państwo. Najpierw zaserwował on wszystkim dziecinny spektakl najpotężniejszego człowieka na świecie, aby w chwili zagrożenia czmychnąć do podziemnego bunkra i nakazać zgasić światła w Białym Domu. Potem wydał rozkaz zaatakowania pokojowego protestu z użyciem broni chemicznej, tak aby utorować sobie drogę do pobliskiego „Kościoła Prezydentów”, do którego zresztą nigdy nie uczęszczał. Nawet nie zadał sobie trudu, by zwrócić się do pastora. Na miejscu sfotografował się, wymachując ogromnym egzemplarzem Biblii – której zapewne nigdy nawet nie czytał – niczym pałką.

Afroamerykańscy pracownicy w USA nie są już znakowani, jak ich zniewoleni przodkowie. Jednak wciąż kolor skóry jest ważnym wyróżnikiem. Powoduje, że częściej padają oni ofiarą ciemiężców, takich jak szefowie, właściciele wynajmujący mieszkania, banki czy agresywna rasistowska policja.

Masy pracujące borykają się dzisiaj nie tylko z kryzysem politycznym, ale także z trwającą pandemią, kryzysem ubóstwa i masowego bezrobocia oraz zbliżającym się wielkimi krokami kryzysem klimatycznym.

Podobnie jak brytyjscy robotnicy w czasach Marksa dzisiejsi biali demonstranci czują w sercach, że „nigdy nie będą wolni” i nigdy nie będzie im dane odsapnąć od przemocy państwa, dopóki czarne życia faktycznie nie zaczną się liczyć. Wiedzą oni, że czarni i biali powinni się zjednoczyć w walce, ponieważ jest to jedyny realny sposób na zablokowanie autorytarnego rządu, zatrzymanie faszyzmu, ustanowienie demokracji, wprowadzenie równości klasowej oraz stawienie czoła przyszłości.

Richard Greeman

(Marksistowski pisarz i aktywista, najbardziej znany ze swojej pracy na temat rewolucjonisty Victora Serge’a.)


Protestujący obalają rasistowskie pomniki

Obalenie pomnika Colstona.
Obalenie pomnika Colstona.

Protestujący w południowych stanach USA niszczą i obalają konfederackie pomniki oraz symbole, lub przynajmniej domagają się ich usunięcia.

Stany Konfederacji domagały się utrzymania niewolnictwa podczas wojny secesyjnej w latach 1861–65. Stolicą Konfederacji było Richmond, w stanie Wirginia. 4 czerwca gubernator Wirginii obiecał usunąć najbardziej znany pomnik w mieście – posąg generała Konfederacji Roberta E. Lee. Pomnik generała Konfederacji Williamsa Cartera Wickhama w tym samym mieście został obalony przez demonstrantów dwa dni później, a pomnik ku czci prezydenta Konfederacji, Jeffersona Davisa, został obalony 10 czerwca.

W Wielkiej Brytanii, w Bristolu, protestujący obalili pomnik właściciela niewolników Edwarda Colstona. Następnie utopili posąg w wodach portu. Inne pomniki posiadaczy niewolników zostały usunięte.

Colston prowadził firmę, która dostarczyła 84 000 Afrykańczyków – mężczyzn, kobiet i dzieci – jako niewolników do Ameryki. Szacuje się, że podczas przeprawy przez ocean zmarło około 19 000 osób.

W Belgii protestujący za cel obrali sobie posągi króla Leopolda II, odpowiedzialnego za brutalną kolonizację Afryki Środkowej w XIX wieku. W czasie jego panowania w dzisiejszym Kongu w latach 1885–1908 zginęło około 10 milionów ludzi, a wiele innych doświadczyło okrucieństw. Równocześnie do Belgii trafiały stamtąd ogromne bogactwa – głównie guma i kość słoniowa.

W Antwerpii po licznych atakach antyrasistów 9 czerwca władze usunęły posąg Leopolda. W Brukseli władze miasta zostały wezwane do usunięcia wszystkich posągów króla do końca czerwca.


Szerokie poparcie dla protestów

Protesty cieszą się ogromną popularnością. Nigdy wcześniej Amerykanie nie wyrażali w sondażach tak powszechnej zgody, że dyskryminacja rasowa jest wpisana w funkcjonowanie policji – i całego społeczeństwa.

W badaniu Monmouth University z początku czerwca 76 procent Amerykanów – w tym 71 procent białych – uznało rasizm za „poważny problem” w Stanach Zjednoczonych. Jest to wzrost o 26 procent w porównaniu z 2015 r. Około 57 procent respondentów przyznało, że gniew demonstrantów był w pełni uzasadniony, a kolejne 21 procent – że raczej uzasadniony.

Ta i inna ankieta, opublikowana tydzień wcześniej przez CBS News, wskazują na zmianę sposobu postrzegania policji. Około 57 procent Amerykanów stwierdziło, że gorsze trak- towanie przez policję jest częściej udziałem czarnych niż białych.

W obu ankietach przyznała to około połowa białych ludzi. Jest to ogromna zmiana – szczególnie wśród białych Amerykanów.

Tłumaczył Łukasz Wiewiór

Tags:

Category: Gazeta - lipiec-sierpień 2020, Gazeta - lipiec-sierpień 2020 - cd.

Comments are closed.

WEEKEND ANTYKAPITALIZMU 2019

Plakat – Weekend Antykapitalizmu 2019
Weekend Antykapitalizmu 2019 – 31 maja–2 czerwca Warszawa
Wydarzenie na Facebooku – "Weź udział" i zaproś znajomych!

CZARNY PIĄTEK – Przeciw barbarzyńskiej ustawie

Czarny Piątek 23.03.2018
Wielki protest przeciw ustawie antyaborcyjnej
Wydarzenie na Facebooku

DZIEŃ SPOTKAŃ Z OKAZJI 100. ROCZNICY REWOLUCJI PAŹDZIERNIKOWEJ

 Wiec w Zakładach Putiłowskich w 1917 r.

Pracownicza Demokracja zaprasza na spotkania – – sobota, 4 listopada 2017 w Warszawie g. 15.00-19.00

Wydarzenie na Facebooku