Po zabójstwie P. Adamowicza: hipokryzja, ideologia i polityka

| 1 lutego 2019
13.01.19 Adamowicz przemawia ze sceny w trakcie gdańskiego finału WOŚP.
2313.01.19 Adamowicz przemawia ze sceny w trakcie gdańskiego finału WOŚP.

Zabójstwo Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza podczas Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stało się jednym z najważniejszych wydarzeń politycznych w Polsce ostatnich tygodni. Wokół jego śmierci natychmiast roztoczył się festiwal hipokryzji o wielu twarzach. Przy tym hipokryzji ideologicznie i politycznie uwikłanej.

Adamowicz związany był z obozem przeciwników PiS, więc pisowska władza – na czele z prezydentem i premierem – ogłosiła, że jego zabójstwo zostało dokonane przez „recydywistę, szaleńca, człowieka chorego” (Morawiecki) czy „krymi- nalistę” (Duda).

Innymi słowy, że zabójstwo nie miało charakteru politycznego, co rządowa TVP obsesyjnie podkreślała codziennie i wielokrotnie. Ta sama TVP, która regularnie drwiła przy każdym zamachu terrorystycznym w Europie Zachodniej: „pewnie powiedzą, że sprawca był chory psychicznie”, bo poprawność polityczna, bo lewactwo…

Ileż to razy słyszeliśmy w tej roli tuby prawicowego dziennikarstwa czy telewizyjnych „ekspertów” od islamu. W tym przypadku mamy jednak zwrot o 180 stopni. Nawet jeśli zabójstwo prezydenta dużego miasta, postaci politycznie rozpoznawalnej, którego sprawca mówi po jego dokonaniu o Platformie Obywatelskiej, w oczywisty sposób jest zabójstwem politycznym – niezależnie od wpływu stanu psychicznego i motywacji politycznych zabójcy.

Gdyby w tych samych okolicznościach sprawca Stefan W. nazywał się Ahmed W., a zamiast krzycząc o Platformie krzyczał „Allah Akbar”, zapewne TVP przedstawiałaby sprawę w zupełnie innym świetle.

Hipokryzja i mit

Nie jest to jednak jedynie oblicze hipokryzji. Liberalna opozycja, na czele z Platformą Obywatelską, natychmiast po zabójstwie Adamowicza przystąpiła do jego kanonizacji. Mieliśmy do czynienia z natychmiastową budową mitu – ukochanego przez mieszkańców liberała i Europejczyka, Wielkiego Człowieka, Sprawiedliwego, który poległ jako ofiara nienawiści (wiadomo jakiej: pisowskiej wobec liberalnej opozycji).

Przypomnijmy więc, że w 2015 r. Adamowicz został zawieszony w członkostwie Platformy i po trzech miesiącach przestał być automatycznie członkiem tej partii. Nie z powodów różnic politycznych, ale niejasności co do oświadczeń majątkowych prezydenta (pominięcie w nich w sumie kilkuset tysięcy złotych i kilku mieszkań), co nawet władze PO uznały za zbyt obciążające.

Generalnie Adamowicz był przykładem tego, jak na gruncie lokalnym przenikają się elity polityczne i biznesowe. Jako przedstawiciel Miasta Gdańska zasiadał w radach nadzorczych Zarządu Morskiego Portu Gdańsk (kontrolowanego przez Skarb Państwa) i sprywatyzowanego za czasów jego prezydentury Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (kontrolowanego przez będącą w głównej mierze własnością niemieckiego miasta Lipsk Stadtwerke Leipzig GmbH).

Jednocześnie posiadał akcje kilkunastu spółek o łącznej wartości 2,3 mln zł (według oświadczenia majątkowego za 2017 r.) – w tym tych, które prowadziły prywatne inwestycje w Gdańsku, jak grupa deweloperska Robyg i spółka Echo Investment. Nikt inny, lecz Jarosław Wałęsa, kandydat PO na prezydenta Gdańska w ostatnich wyborach samorządowych, startując przeciw Adamowiczowi zapowiadał więc „koniec republiki deweloperów”.

Adamowicz jak Narutowicz?

Po zabójstwie Adamowicza to wszystko poszło w niepamięć. Na porządku dziennym były za to porównania do zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza w 1922 r. W obu przypadkach zatriumfować miała „nienawiść”.

Trudno jednak nie widzieć różnicy w kampanii prasowej i wystąpieniach ulicznych prowadzonych przez nacjonalistyczną endecję przeciw Narutowiczowi pod hasłem „Precz z Żydami”, a pisowskimi atakami na Adamowicza. To prawda, że częścią pisowskiej kampanii był rasizm. Prezydent Gdańska był atakowany jako jeden z samorządowców, który wyraził gotowość przyjęcia uchodźców. Z tego powodu znalazł się w obrzydliwym spocie wyborczym PiS w czasie kampanii samorządowej. Z tego też powodu faszystopodobna Młodzież Wszech- polska wystawiła Adamowiczowi „akt zgonu politycznego”. Te sprawy na zawsze pozostaną hańbą obozu władzy i skrajnej prawicy, nad którą rozpościera ona swe opiekuńcze skrzydła.

Rasizm nie grał jednak wyłącznej roli w atakach na prezydenta Gdańska. Adamowicz kłamiący w oświadczeniach majątkowych, Adamowicz ciągnący samolot OLT Express, Adamowicz niezgadzający się na „apel smoleński” na Westerplatte, Adamowicz organizujący obchody rocznicy powstania Trybunału Konstytucyjnego, Adamowicz mający układy z deweloperami, Adamowicz jako promotor „homoterroru” gotujący Gdańskowi los Sodomy i Gomory, jak i Adamowicz zapraszający uchodźców, bo mu Niemcy kazali – wszystkie te kwestie pojawiały się w atakach obozu władzy na prezydenta Gdańska w rodzaju typowej dla PiS-u absurdalnej mieszanki.

Nie różniło się to od ogólnego ataku na PO czy „liberalne elity”, gdzie rzeczywiste skandale mieszają się z wyobrażeniami podszytymi mocną dawką wszelkich uprzedzeń.

Różniły się także motywacje zamachowców. W obu przypadkach mieliśmy do czynienia z zabójstwami politycznymi. Zabójca Narutowicza Eligiusz Niewiadomski był jednak osobą od lat związaną z endecją, otwarcie nienawidzącą Żydów i właśnie tą nienawiścią tłumaczącą swoją zbrodnię. Zabójca Adamowicza mówił po dokonaniu zamachu o Platformie Obywatelskiej.

Czego jednak konkretnie nienawidził w PO, w dodatku łącząc z nią Adamowicza, jest tu dużo mniej jasne. Wiemy, że obwiniał ją o swą własną krzywdę (istniejącą przynajmniej w jego mniemaniu), czyli pobyt w więzieniu – i była to motywacja publicznie ogłoszona po zamachu.

Prawdopodobnie Stefan W. przekuwał swoją nienawiść do PO, w poparcie dla PiS, o czym świadczą jego pragnienia, by „Jarosław Kaczyński został dyktatorem”, jak mówił przed wyjściem więziennemu wychowawcy. Oczywiście osobiste poczucie wściekłości i rozgoryczenia zamachowca nie musi być rozdzielne od jego polityki.

I wydaje się, że przypadku W., inaczej niż Niewiadomskiego, to poczucie krzywdy osobistej znalazło w jego głowie politycznie uzasadnienie, które pchnęło go do zamachu.

Żałoba i ideologia

Żałoba narodowa po zabójstwie Adamowicza sama w sobie miała głęboko ideologiczny wymiar – i to niezależny od barw partyjnego sporu. Ten rodzaj odgórnie organizowanego żalu ostatnio miał miejsce po katastrofie smoleńskiej, a wcześniej po śmierci Jana Pawła II.

Tradycja ta jest jednak dużo starsza. Na tej samej zasadzie niegdyś poddani mieli opłakiwać swoich władców, królów, carów, ale też pomniejszych „wielkich mężów”, którzy władali nimi jako lokalni możni czy właściciele ziemscy. Tych, których mamy opłakiwać, przedstawia się, jak naszych bliskich. A bliscy są, bo rządząc, opiekują się nami, niczym rodzice dziećmi.

Ostatecznie kryje się za tym rodzaj ideologicznego poddaństwa ludu wobec władzy. Gdy któryś z jej przedstawicieli zginie tragicznie, wszystko to ulega spotęgowaniu przy zaprzęgnięciu całego aparatu ideologicznego, z prywatnymi i publicznymi mediami na czele. W tym przypadku najdalej posuwała się bliska liberalnej opozycji telewizja TVN, której przez kilka dni po prostu nie dało się oglądać, ale inne media nie były daleko w tyle.

W ramach wszechogarniającej żałoby ze wszech stron słyszeliśmy frazesy o „wyciszeniu sporu politycznego”, o tym, że za dużo jest w polskiej polityce nienawiści itp. Jednak pod cienką warstwą obłudy natychmiast mieliśmy do czynienia z próbą „ustawienia” żałoby w zgodzie z interesem głównych aktorów tego sporu.

Obóz pisowski, negując polityczny charakter zamachu, podkreślał, że głównym źródłem nienawiści w Polsce jest opozycja, winą obarczając także Owsiaka, bo nie zapewnił Finałowi WOŚP właściwej ochrony. Najdalej idącym prymitywizmem propagandy tradycyjnie wykazywała się rządowa TVP.

Jednocześnie Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, zapowiedział zaostrzenie kar – pomysł typowy dla tego ministra, choć trzeba przyznać, że w tym przypadku głupi w szczególnie uderzającym stopniu, zważywszy, że Stefan W. spędził w więzieniu blisko pięć lat za rabunek banków i SKOK-ów na kilkanaście tysięcy złotych.

Obóz platformerski miał łatwiejsze zadanie. Łatwo było wykazać, że Adamowicz był atakowany przez prorządowe media, jak i że mowa nienawiści jest tych mediów podstawowym paliwem. Polityczne „ustawianie” żałoby w tym przypadku polegało na rozciąganiu tego pojęcia w taki sposób, by za jej przykład służyły właśnie ataki na Adamowicza.

Innymi słowy w tym rozumieniu mowy nienawiści mieści się nie tylko poniżanie ludzi, którzy z różnych powodów są ofiarami społecznej dyskryminacji (w polskich przypadku głównie imigrantów, muzułmanów i osób z grupy LGBT+), ale i „nienawistne” ataki na liberalnych polityków jako domniemanych aferzystów i złodziei.

Wrzucenie wszystkiego do jednego worka oczywiście ustawia rządzących przez lata polityków PO w pozycji ofiar. Nawet twierdzenie, iż Hanna Gronkiewicz Waltz patronowała złodziejskiej reprywatyzacji może tu podpaść pod „nienawistną” propagandę wobec byłej prezydent Warszawy.

Wszak kilka lat temu Leszek Balcerowicz uznał, że mową nienawiści jest pojęcie umów śmieciowych. Jednocześnie to wszystko jest nie tylko krzywdzące, ale i politycznie szkodliwe dla prawdziwych ofiar dyskryminacji. Bliscy obecnej władzy konserwatywni fanatycy, jak fundamentaliści religijni z Ordo Iuris, mogą bowiem maskować swój rasizm i homofobię, mówiąc, że walka o równość i „dżender” to tylko kolejne wcielenia „liberalnych elit”.

Jeżeli może pojawić się w wyniku całej sprawy coś pozytywnego, to właśnie większa wrażliwość na rzeczywistą mowę nienawiści – co tak przeraża organizacje w stylu Ordo Iuris.

Z pracowniczego punktu widzenia, jak zwykle, najważniejsze jest jednak zachowanie zdrowego dystansu wobec gierek i hipokryzji klasy rządzącej, we wszystkich jej politycznych odcieniach.

Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - luty 2019

Comments are closed.