Czym jest tworząca się partia Biedronia?

| 1 stycznia 2019
Robert Biedroń na spotkaniu „Burza Mózgów”.
Robert Biedroń na spotkaniu „Burza Mózgów”.

Październikowe wybory samorządowe po raz kolejny potwierdziły dominację PO-PiS na polskiej scenie politycznej. Wzajemne straszenie się władzą przeciwnego obozu jako najgorszego zła i zagrożenia dla wolności, którego koniecznie trzeba uniknąć, ciągle skutecznie odciąga wyborców od alternatyw wobec duopolu rządzącego już od 13 lat.

Zwłaszcza obóz neoliberalny nabrał pewności siebie i jeszcze silniej poprzez swoje media rozpoczął kampanię na rzecz powstania jednego, bezideowego bloku wyborczego podporządkowanego PO, którego rolą ma być „obrona” demokracji, a jej gwarantem ma być sam antypisowski charakter koalicji.

Mimo usilnych starań posłów obu, wcale nie aż tak różnych prawicowych partii oraz przychylnych im mediów, do zredukowania całej polityki do ich personalnych kłótni, nie brakuje prób tworzenia niezależnych od nich sił politycznych. Dzieje się tak zarówno na prawo od PiS, jak i na lewo od PO, gdzie próbuje wyrastać partia Roberta Biedronia.

Jej lider jest obecny w polityce od 20 lat i słusznie jest kojarzony z szeroko rozumianą lewicą. Zaczął od działania w przybudówkach SLD pod koniec lat 90., by następnie skupić się na działaniu na rzecz równouprawnienia osób LGBT+ zakładając Kampanię Przeciw Homofobii. Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w tym ruchu i brał czynny udział w organizowaniu pierwszych Parad Równości.

Normalizacja

Biedroń jako polityk i aktywista ma spore zasługi w normalizacji postrzegania osób nieheteronormatywnych. W 2011 roku startując z list milionera Palikota został pierwszym posłem w polskim parlamencie będącym otwartym gejem. Z kolei 3 lata później wygrał wybory prezydenckie w niespełna 100-tysięcznym Słupsku, co pokazało, że polskie społeczeństwo na prowincji wcale nie jest aż tak bardzo konserwatywne i homofobiczne, jak chciałaby tego prawica.

Oprócz spraw osób LGBT+ brał udział także w innych kampaniach progresywnej lewicy, jak np. protesty przeciwko wojnie w Iraku. Wypowiadał się także przeciw budowie „tarczy antyrakietowej” na Pomorzu. W 2015 roku, gdy idący po władzę PiS wraz ze skrajną prawicą rozpoczął antyuchodźczą i islamofobiczną nagonkę, brał udział w demonstracjach „Uchodźcy mile widziani”.

Teraz na bazie tych doświadczeń Robert Biedroń stara się budować partię, którą nierzadko w mediach przedstawia się jako nową lewicową siłę polityczną pozbawioną balastu skompromitowanego SLD oraz niezdolnych do współpracy rzekomych „radykałów” z Razem. Istnienie takich łatek w powszechnej świadomości samo w sobie pokazuje, jak bardzo polska scena polityczna jest przechylona na prawo.

Strategia Biedronia wydaje się na razie skuteczna – spotkania w całym kraju przyciągają wiele osób, a sondaże pokazują, że nowe ugrupowanie ma szansę już w tym roku zdobyć miejsca w europejskim i krajowym parlamencie. Z tej okazji warto przyjrzeć się uważnie i zastanowić, czym rzeczywiście jest partia Biedronia? Jacy ludzie ją tworzą?

Mimo, że partia jest dopiero na etapie formowania się – zjazd założycielski ma odbyć się 3 lutego 2019, a osoby z nią związane przekazują sprzeczne komunikaty (można odnieść wrażenie, że dostosowane do linii redakcji danego medium), już teraz widoczne są sygnały pokazujące, w jakim kierunku ideologicznym zamierza pójść. Sam Biedroń ani razu nawet nie zadeklarował jej lewicowego charakteru, a dopóki nie doszło do masowych protestów „żółtych kamizelek” we Francji, chętnie określał się mianem „polskiego Macrona”, nawiązując nawet wstępne kontakty z partią „oryginalnego” Macrona.

Podobieństwa

Istotnie można znaleźć podobieństwa między nimi. Biedroń, tak samo jak Macron idący po władzę, przyjął strategię wykorzystującą potencjał zniechęcenia i zmęczenia kilkunastoletnimi rządami PO-PiS. Jednocześnie opierającą się na tworzeniu iluzji, że na scenie politycznej nie jest już potrzebna prawica i lewica, lecz ogólnospołeczna zgoda konieczna do modernizacji skostniałych struktur i instytucji, której sukces na trwałe wygasi wszelkie spory i frustracje. Elementem jej uwiarygodnienia jest program partii opracowany na podstawie „burzy mózgów”, czyli 40 otwartych dla każdego spotkań na terenie całego kraju.

Zapotrzebowanie na lewicę

Ich rezultat wyraźnie pokazuje, że jest w Polsce zapotrzebowanie na konsekwentną lewicę walczącą o postulaty zarówno socjalne, jak i „obyczajowe”. Wśród propozycji zgła- szanych przez uczestników popularne są m. in. powiązanie płacy minimalnej ze średnią, zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, rozdział państwa od kościoła, czyste powietrze i energetyka oparta na źródłach odnawialnych, przejrzyste procedury przy zatrudnianiu w spółkach skarbu państwa.

Każdy z tych postulatów znajduje się w programie właściwie wszystkich organizacji i partii lewicowych w Polsce, które obecnie znajdują się obecnie na marginesie. Czy „apolitycz- ność” i odcinanie się od lewicy przez partię Biedronia jest receptą na ich zrealizowanie?

O ile ruch stara się sprawiać wrażenie powiewu nowej jakości, o tyle jego już ogłoszeni regionalni koordynatorzy nowicjuszami w polityce nie są. Biedroń w tym momencie bazuje na byłych, z różnych powodów rozczarowanych działaczach zarówno neoliberalnych partii takich, jak PO, .N i SLD, jak również dawnych członkach lewicowych ugrupowań typu Inicjatywa Polska, Zieloni, Razem, czy tzw. „ruchów miejskich”, dla których jest to szansa na wybicie się poza dotychczasową niszę.

Ruch Palikota

Taka mieszanina neo- i socjalliberałów jest tak naprawdę uaktualnioną wersją Ruchu Palikota, który koncentrował się głównie na kwestiach „obyczajowych”, a do tego poparł podniesienie wieku emerytalnego przez rząd Tuska (Biedroń był jednym z niewielu „palikotowców”, który zagłosowali przeciw).

Trudno oczekiwać, że tym razem będzie inaczej, skoro koordynatorką w Toruniu została restauratorka Monika Gotlibowska znana ze skrajnego wyzyskiwania pracowników. Ciężko uwierzyć, że osoby takiego pokroju będą wspomagać walkę pracowników o lepsze płace i warunki zatrudnienia. W chwilach próby nawet ogólnikowe deklaracje o zwiększeniu płacy minimalnej pójdą do kosza.

Sprzeczności pod dywan

Ruch Biedronia pod płaszczykiem polityki łączenia interesu „wszystkich Polaków” oraz unikania wyrazistej ideowości stara się zamieść pod dywan sprzeczności, które prędzej czy później albo go rozsadzą, albo odbiorą wiarygodność, gdy efekt nowości wypali się, a podobieństwo do innych liberalnych partii będzie kłuło w oczy. Taka taktyka, owszem, może zaowocować zdobyciem miejsc w parlamencie na jedną kadencję i zachwianiem w ten sposób dominacji głównych partii, ale nie będzie rzeczniczką oddolnych walk pracowniczych i społecznych.

Dlatego właśnie osoby popierające i angażujące się w te walki i protesty, nie powinny wiązać żadnych nadziei z ruchem Biedronia, którego cele są odmienne nie tylko od rewolucyjnej lewicy, ale nawet od typowej socjaldemokracji. Misją nowej partii jest co najwyżej „ucywilizowanie” polskiego liberalizmu poprzez antyklerykalizm i ograniczenie wolnorynkowej demagogii, czego boją się liderzy PO i .Nowoczesnej. Nie zamierza ona też zrywać z logiką polityki sprowadzoną do telewizyjnego show i parlamentarnych gierek.

Protesty społeczne

Mimo całej swojej słabości i rozbicia lewica powinna zachować niezależność względem partii Biedronia i kontynuować próby odbudowy poprzez oddolne protesty społeczne i pracownicze, których na pewno nie zabraknie w najbliższym czasie. Ten ruch wydaje się w tym momencie atrakcyjną drogą na skróty, jednak nie można lekceważyć symptomów pokazujących, że to droga donikąd dla osób pragnących bardziej demokratycznego społeczeństwa.

Piotr Trzpil

Tags:

Category: Gazeta - styczeń 2019

Comments are closed.