baner.pracdem.stary

Film * Literatura * Popkultura *

| 1 marca 2012

W Ciemności polskiego kina

W ciemności - dobry   film na ważny temat.

W ciemności - dobry film na ważny temat.

Od momentu, kiedy Agnieszka Holland została nominowana do Oskara za swój najnowszy film W Ciemności, w polskich mediach rozpoczęła się patriotyczna histeria. Interesujące jest to, iż mało się mówiło o samej fabule filmu: historii lwowianina, ukrywającego żydowską rodzinę podczas wojny. Dobrze, że Holland przybliżyła nam ten temat, zwłaszcza, iż część polskiego społeczeństwa uważa go za “wstydliwy”.

Media skupiły się natomiast na wielkiej szansie dla polskiego kina, na tym, jak bardzo Holland nagroda Akademii się należy. Najbardziej liczyło się, iż to polski film nakręcony przez polską reżyserkę. TVN z egzaltacją donosił, iż Polska ma szansę na pierwszego w historii Oskara, całkowicie ignorując przy tym Zbigniewa Rybczyńskiego, który za swoje krótkometrażowe Tango otrzymał statuetkę w 1981 roku.

Dopiero na kilka dni przed ceremonią przebijały się bardziej realistyczne głosy, iż w W ciemności nie ma raczej szans na wygraną. I tak się w rzeczywistości stało:  najlepszym nieangielskojęzycznym filmem zostało irańskie Rozstanie. Część komentatorów tłumaczyła tę „klęskę” tym, iż tegoroczne Oskary były i tak nieudane, a najwięksi pewniacy, tacy jak Martin Scorsese, nie otrzymali nagród. Nic w tym dziwnego, iż “nasza” Holland również nie została doceniona.

W tym całym oskarowym szumie zapomina się o kondycji polskiego kina, którego nawet W ciemności nie jest w stanie polepszyć. W Polsce promuje się płytkie komedie (Och Karol czy Kac w Warszawie), a dofinansowuje jedynie pompatyczne historyczno-fantastyczne widowiska w stylu Bitwy Warszawskiej 1920. Nieliczne niezależne filmy nie mają szansy na dystrybucję w wielkich multipleksach. Ministerstwo Kultury wraz z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej mają wielkie oskarowe ambicje i niespełnioną misję podboju Ameryki przez polskie kino, tracąc przy tym wiele pieniędzy. W tym samym czasie większość ludzi w Polsce nie stać na bilet do kina za ponad 20 złotych, a dobre i niezależne filmy może obejrzeć jedynie przez Internet, do którego rząd również chce ograniczyć dostęp.

 

Żelazna, sklonowana dama

Żelazna dama - film

Już kilka miesięcy przed oficjalną premierą filmu, świat obiegła fotografia Meryl Streep bezbłędnie przerobionej na Margaret Thatcher. Na tym w zasadzie można by było poprzestać. Cel został osiągnięty: “Oskarowa” Steep może zagrać wszystko, od Wyboru Zofii poprzez Mamma Mia po   Żelazną damę.

Charakteryzatorzy odwalili kawał dobrej roboty. Tak samo jak aktorka, która świetnie imituje wyniosły język “Maggie”, chociaż nie jest to przypadek odosobniony; Renee Zellweger też pozbyła się silnego teksańskiego akcentu w Dzienniku Bridget Jones. Tak czy inaczej “warsztatowa” Meryl Streep jest jedynym pozytywnym akcentem Żelanej damy. Filmowy patos jest nie do zniesienienia; widz ma współczuć biednej pani premier, przeciwko której sprzysięgli sie wszyscy. Film koncentruje się bardziej na Thacher jako kobiecie, która udowadnia, iż może zostać pierwszą panią premier, niż na osobie, który wypowiedziała totalną wojnę klasową w latach 80-tych.

Jeśli już ktoś koniecznie musi obejrzeć sfabularyzowaną Thatcher warto zobaczyć niskobudżetowy telewizyjny film Margaret z 2009.  W rolę Thatcher świetnie wcieliła się, oczywiście mniej znana niż Meryl Streep, Lindsay Duncan, a twórcom filmu zależało bardziej na ukazaniu rzeczywistości politycznej lat 70-tych i 80-tych niż na tym, by aktorka wyglądała i zachowywała się identycznie, jak żelazna dama.

 

Żelazna Dama,

Reżyseria: Phyllidia Lloyd,

Produkcja (2012) Francja,

Wielka Brytania

W polskich kinach film grany

od połowy lutego.

Wisława Szymborska 1923-2012

Szymborska

 Koniec i początek

 Po każdej wojnie
ktoś musi posprzątać
Jaki taki porządek
sam się przecież nie zrobi.

Ktoś musi zepchnąć gruzy
na pobocza dróg,
żeby mogły przejechać
wozy pełne trupów.

Ktoś musi grzęznąć
w szlamie i popiele,
sprężynach kanap,
drzazgach szkła
i krwawych szmatach.

Ktoś musi przywlec belkę
do podparcia ściany,
ktoś oszklić okno
i osadzić drzwi na zawiasach.

Fotogeniczne to nie jest W strzępach będą rękawy
od zakasywania.

Ktoś z miotłą w rękach
wspomina jeszcze jak było.
Ktoś słucha
przytakuje nie urwaną głową.
Ale już w ich pobliżu
zaczną kręcić się tacy,
których to będzie nudzić.
Ktoś czasem jeszcze
wykopie spod krzaka
przeżarte rdzą argumenty
i poprzenosi je na stos odpadków.

Ci, co wiedzieli
o co tutaj szło,
muszą ustąpić miejsca tym,
co wiedzą mało.
I mniej niż mało.
I wreszcie tyle co nic.

W trawie, która porosła
przyczyny i skutki,
musi ktoś sobie leżeć
z kłosem w zębach
i gapić się na chmury.

 

Świat według Kasi Tusk

Blog Kasi Tusk

 Bycie córką premiera to nie lada wyzwanie. Trzeba za wszelką cenę udowodnić, iż się jest niezależnym od wpływowego tatusia i potrafi też się coś osiągnąć samemu. Dlatego też, urocza Kasia Tusk założyła własny blog zatytułowany Make Life Easier. Strona ta poświęcona jest urokom życia, takim jak moda, zakupy, czy gotowanie. Kasia chce uchodzić, za przeciętną Polkę, “która kupuje ubrania z przecen, a wolny czas spędza na sofie oglądając Dr House’a”.

Jej blog to jednak coś więcej. Premierówna gustuje w wykwitnej kuchni, lubi być fotografowana w nowych kreacjach i oczywiście kocha podróże.  Krótko mówiąc, Make Life Easier zaspokaja próżność Tuskównej, która jest wstanie pozwolić sobie na truskawki w środku zimy i wakacje w Tyrolu.

Na szczęście strona Make Life Easier ma też swoje antidodum w postaci Make Life Harder– dwaj bezrobotni absolwenci stworzyli jej alternatywną wersję na facebooku. Nie stać ich, tak jak Kasi, na wykupienie własnej domeny. W dość szyderczy, czasem i wulgarny sposób sparodiowali oni pastelowy świat Tuskówny.

Co ciekawe, strona ma już więcej fanów niż oficjalny facebookowy profil córki premiera. Świadczy to jedynie o tym, iż Make Life Easier to zafałszowany obraz życia w Polsce, który ma więcej wspólnego z telewizyjnymi reklamami, niż z problemami rówieśników Kasi Tusk. Czyż córka premiera musi martwić się o pracę, czy rozważa wyjazd za granicę, czy musi spłacać kredyt studencki? Z pewnością nie. Ciągle dla większości społeczeństwa życie jest bardziej  “harder” niż “easier”.

Powyższe teksty: Maciej Bancarzewski

 

Tags:

Category: Gazeta - marzec 2012

Comments are closed.