Kampania samorządowa Budujmy lewicę na lewo od SLD

| 1 września 2018
Pielęgniarki w Lublinie strajkowały przez siedem dni. Wywalczyły podwyżki. Lewica musi wspierać pracowników i pracownic również w czasie kampanii wyborczej (patrz też s.10).

Pielęgniarki w Lublinie strajkowały przez siedem dni. Wywalczyły podwyżki. Lewica musi wspierać pracowników i pracownic również w czasie kampanii wyborczej (patrz też s.10).

Wybory samorządowe dominują polityczną debatę w mediach. W okresach przedwyborczych uwaga całego społeczeństwa jest skierowana na polityczne cele i sposób ich osiągnięcia.

Dlatego wybory są ważnym wydarzeniem dla wszystkich przeciwników wyzysku i dyskryminacji.

Podział klasowy jest sceną, na której toczą się polityczne spory – a główny podział przebiega między ludźmi operującymi potężnym kapitałem (rząd, wielki biznes) a pracownikami najemnymi.

Prawdziwą władzę posiadają ci pierwsi i wybory w żadnym stopniu nie naruszają tej władzy. Jest to prawda, jeśli chodzi o krajowe, parlamentarne wybory, a co dopiero lokalne, samorządowe.

Możliwości finansowe lokalnej władzy są w znacznej mierze uzależnione od transferu środków z budżetu centralnego.

Pewność siebie

Jako antykapitaliści i oddolni socjaliści w Pracowniczej Demokracji uważamy, że dziś najważniejszym celem politycznym jest budowanie pewności siebie zwykłych ludzi tak, żeby mogli się zorganizować i poprawić swoje warunki życia.

Pewność siebie rośnie wraz ze skutecznymi działaniami – szczególnie ważne są masowe wystąpienia, takie jak demonstracje i strajki.

W ten sposób można dziś wymusić ustępstwa na władzach i szefach biznesu, a jutro doprowadzić do głębokich zmian.

Prawdziwa lewicowość wyraża się w dążeniu do większej kontroli osób z klasy pracowniczej nad własnym życiem.

Pracownice i pracownicy nie mogą być silni, jeśli są bierni i podzieleni przez rasizm, seksizm homofobię i inne ideologie dyskryminacji pochodzące z klasy panującej.

Do autentycznej lewicy można zaliczyć polityczne siły, które łączą walkę z wyzyskiem z walką z dyskryminacją.

Wybory są dobrą okazją, by przyczynić się do tworzenia takiej lewicowej alternatywy.

Kandydowanie aktywnej lewicy angażującej się w różnego rodzaju protesty pokazuje społeczeństwu, że istnieje alternatywa dla prawicy – czy to liberałów PO, czy narodowych konserwatystów PiS-u.

Im większa będzie aktywna lewicowa alternatywa, tym trudniej będzie rasistom i faszystom ze skrajnej prawicy przedstawiać się jako głos niezadowolonych z głównego nurtu polityki.

Nigdy z Platformą

Obywatelską/Nowoczesną

Lewica musi być niezależna od liberałów i konserwatystów.

Platforma od dawna chce połączyć w koalicję wszystkich przeciwników pisowskiego rządu.

Niektórzy na lewo od SLD czasami idą tą drogą. W marszach KOD-u widzieliśmy, jak Barbara Nowacka, obecnie liderka Inicjatywy Polska, szła ramię w ramię ze Grzegorzem Schetyną i Ryszardem Petru.

[Z ostatniej chwili: Tuż przed oddawaniem tego numeru do druku – dowiadujemy się, że Nowacka chce pójść do wyborów z Platformą i Nowoczesną.

Są już fakty dokonane w tej sprawie. Już wiadomo, że Dariusz Joński, jeden z liderów Inicjatywy Polska, pójdzie tą drogą. Dostał pierwsze miejsce na liście PO i Nowoczesnej do łódzkiego sejmiku. To fatalna decyzja.]

Lewica traci swoją rację bytu, kiedy przestaje się utożsamiać w sposób elementarny z klasą pracowniczą i łączy się z neoliberalnymi sojusznikami wielkiego kapitału.

… i nigdy z PiS-em

Czasami są propozycje z innej strony.

W głośnym artykule opublikowanym 20 sierpnia, dziennikarz tygodnika „Polityka” Rafał Woś wzywał do dialogu lewicy z PiS-em.

Na łamach „Gazety Wyborczej” pisał, że „wizja demokratycznego socjalizmu wydaje się bardziej sprawna dla świata PiS niż dla liberałów, którzy na słowo « socjalizm» ” jeżą się i wysyłają do Korei Północnej”.

Woś dodaje coś, co nazywa „argumentem pragmatycznym, żeby z PiS rozmawiać”. Twierdzi, że w obliczu pełzającej dyktatury, jeśli PiS zostanie u władzy dłużej, trzeba będzie podjąć się „misji jego ucywilizowania”.

Na dowód, że taka strategia może być skuteczna, Woś podaje przykład walki o prawa aborcyjne. Pisze: „Pamiętacie czarne protesty? Zainicjowała je nowa lewica, i to właśnie one doprowadziły do wstrzymania prac nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej. Można powiedzieć w tym wypadku lewica wychowała prawicę”.

Argumenty Wosia są absurdalne. Nie tylko liberałowie są przeciwnikami lewicy. PiS jest przesiąknięty pogarda dla „lewactwa”.

I nie chodzi tylko o słownictwo. Antykomunizm PiS-u jest często kierowany na całą lewicę, obejmując nawet Partię Razem.

Stosując przykład czarnych protestów, Woś myli masowe protesty, które zmusiły rząd do wycofania się z zaostrzenia ustawy aborcyjnej, z wyimaginowanym przez siebie dialogiem między lewicą a PiS-em. W sprawie aborcji PiS został pokonany w walce, nie przekonany w rozmowie.

Woś wysuwa też oczywiście argument, że PiS jest po części gospodarczo progresywny z racji takich socjalnych posunięć jak „500 plus, stawka godzinowa czy zakaz handlu w niedziele”.

„Z drugiej strony” – dodaje Woś „gołym okiem widać, że otoczenie premiera Morawieckiego to nierzadko arcyliberałowie. Pracownicze Plany Kapitałowe (czyli nowy akt prywatyzacji polskich emerytur)… Do tego Gowin i jego neoliberalna ustawa 2.0.”

Mógł również dodać, że coraz więcej pracowników wchodzi w konflikt z państwowymi (czyli PiS-owskimi) szefami – np. pracownicy PLL LOT, czy pracownicy budżetówki.

Dla Wosia ta sprzeczność między socjalnością a neoliberalizmem rządzących oznacza, że „Wszędzie tu aż prosi się o jakąś realną siłę, która mogłaby kierować PiS-owską machinę na dobre tory.”

To bardzo naiwne. PiS jest odpowiedzialny za dbanie o interesy polskich kapitalistów, promuje skrajnie antypracownicze, faszystowskie organizacje, jak ONR, i walczy ze związkowcami – lewica powinna więc zepchnąć PiS-owską machinę z torów.

To, że autentyczna lewica jest niezbyt liczna, każdy wie. Pytanie, jak to zmienić? Na pewno nie poprzez udawanie, że jakakolwiek prawica jest jakimś sojusznikiem dla autentycznej lewicy.

A Sojusz Lewicy Demokratycznej ?

Kierownictwo SLD ma stałą propozycję dla osób na lewo od Sojuszu – pójdźmy razem bo wszyscy jesteśmy lewicą.

Jednak kandydowanie z SLD, czy nawet głosowanie na tę opcję nie wchodzi w rachubę. Jeśli w ogóle można nazywać tę siłę polityczną socjaldemokracją, jest to socjaldemokracja prawicowa, która nie ma lewicowego skrzydła z prawdziwego zdarzenia.

Niewyobrażalna jest w SLD sytuacja podobna do tej w Brytanii, gdzie na czele Labour Party stoi lewicowiec Jeremy Corbyn. Jego zwycięska kampania na lidera doprowadziła do tego, że setki tysięcy ludzi wstąpiło do Partii Pracy.

Wzrost poparcia dla SLD nie przyczyni się do wzrostu protestów społecznych. Potrzebujemy aktywnej lewicy, nie neoliberałów nazywających się lewicą.

Pamiętajmy też, żeby nawet w okresie kampanii nie pozostawać jedynie na gruncie wyborczym.

Wspierajmy pracownice i pracowników PLL LOT, jeśli zastrajkują we wrześniu, popierajmy protesty pracowników budżetówki, weźmy udział w antyrasistowskich akcjach i wyjdźmy na ulice, domagając się prawa do aborcji.

Będziemy wtedy skuteczniejsi w osiągnięciu naszych celów i przy okazji przybędzie nam więcej głosów.

Andrzej Żebrowski

(Patrz też s.4)

Stanowisko Pracowniczej Demokracji dotyczące głosowania w wyborach podamy w przyszłym numerze,kiedy wyjaśnią się

szczegóły odnośnie różnych list.

Tags:

Category: Gazeta - wrzesień 2018

Comments are closed.