* Kino * TV ** Kino * TV * Kino * TV * Kino *

| 1 lutego 2018

KINO: Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Plakat - Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Na walentynkowy wypad do kina można mainstreamowo iść na kolejną część Greya, a jeszcze lepiej zobaczyć Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. Po obejrzeniu Billboardów gorąca noc gwaran- towana – spędzicie ją na dyskusji nad kondycją i problemami współczesnej Ameryki.

Najnowszy film Martina McDonagha Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (ang. Three Billboards Outside Ebbing, Missouri) trudno nazwać klasycznym komedio-dramatem. To raczej zawiła historia o zemście, przemocy, godzeniu się ze śmiercią, żałobie i przebaczaniu.

Dawno nie było tak dobrze napisanej roli kobiecej i wcale nie dziwi, że grająca główną bohaterkę – Mildred Hayes – Frances McDormand dostała Złoty Glob dla najlepszej aktorki; bardzo możliwe, że sprzątnie też Meryl Streep Oscara sprzed nosa.

Ebbing – prowincjonalne miasteczko gdzieś w stanie Missouri, gdzie nie ma sekretów, wszyscy się znają i wiodą podobną – na pierwszy rzut oka – spokojną egzystencję. Współczesny western – dziki zachód 100 lat później.

Mildred Hayes – matka brutalnie zgwałconej i zamordowanej nastolatki rozpoczyna krucjatę przeciwko bezczynności lokalnej policji – przy drodze do miasta instaluje 3 billboardy, na których pyta lokalnego szeryfa (doskonały jak zwykle Woody Harrelson jako Szeryf Bill Willoughby), dlaczego śledztwo w sprawie jej córki utknęło w martwym punkcie.

Billboardami Mildred zaczynają interesować się media, a anonimowe dotychczas Ebbing staje się areną nasilającego się konfliktu między mieszkańcami, z których niewielka część popiera Mildred, a zdecydowana większość stoi murem za szeryfem Willoughby. Zaczynają się naciski, aby Mildred usunęła billboardy (przekomiczna jest scena sprzeczki Mildred z księdzem w tej sprawie).

Tytułowe billboardy, choć stanowią swoistą kanwę filmu, tak naprawdę są tu najmniej istotne. Dużo ważniejsze są osobiste historie bohaterów i ich wzajemne relacje. Nie zdradzając zbyt wiele fabuły – miasteczko Ebbing to klimatycznie głosująca na Trumpa Ameryka w pigułce. W większości białe, robotnicze, niedoinwestowane, z komendą policji w samym sercu miasta – Ebbing przypomina trochę miasteczko Hope z filmu Rambo, a scena podpalenia billboardów klimat bestialskich rytuałów Ku Klux Klanu z Mississippi w ogniu.

Podczas jednej z konfrontacji z lokalnym szeryfem Mildred sugeruje, że policja nic nie robi w sprawie jej córki, bo jest zbyt zajęta ‘torturowaniem czarnuchów’ (sic!), na co ten odpowiada, że gdyby wyrzucił z policji wszystkich rasistów zostałoby mu na posterunku dwóch homofobów.

Ciekawym zabiegiem jest kostium głównej bohaterki Mildred, która cały czas nosi drelichowy roboczy kombinezon, prawie niczym zbroję albo rodzaj munduru – nie ma wątpliwości, że zrozpaczona, szu- kająca sprawiedliwości matka prowadzi wojnę nie tylko z policją, ale też z własnymi wyrzutami sumienia i rozpaczą.

Wspomniana już Frances McDormand jest naprawdę doskonała w roli Mildred, scenariusz i postacie są jednak tak napisane, że na pochwałę zasługują w zasadzie wszyscy aktorzy drugoplanowi (m. in. Peter Dinklage, Abbie Cornish, Caleb Landry Jones, John Hawkes). Sam Rockwell jako oficer Jason Dixon to również rola oskarowa, a ewolucja tego bohatera jest chyba najbardziej zaskakująca. Lucas Hedges, jako syn głównej bohaterki – czyli w roli podobnej do tej z Manchester by the Sea – niezmiennie bardzo dobry.

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri to film brutalnie prawdziwy – jednocześnie tragiczny, wzruszający i często bardzo śmieszny. Dodatkowo pokazuje tę zapomnianą Amerykę, gdzie nie wszystko się udaje i nie wszystko kończy się happy endem.

Ela Bancarzewska

Reżyseria i scenariusz:

Martin McDonagh

premiera: 2 lutego 2018 (Polska);

4 września 2017 (świat)

 

TV: Czarne Lustro

Kadr z odcinka pt. „Czarne muzeum”

Kadr z odcinka pt. „Czarne muzeum”

Dobra wiadomość dla wszystkich – zarówno niecierpliwych maniaków seriali, których znudziła już TVP-owska Korona Królów; jak i tych bardziej wyrozumiałych widzów Korony, którzy wciąż czekają na kolejne odcinki z nadzieją, że będzie lepiej.

Od początku tego roku w polskim Netfliksie dostępna jest kolejna, czwarta już seria Czarnego Lustra (ang. Black Mirror), serialu dużo lepszego, nie tylko pod względem fabuły, ale także efektów specjalnych.

Twórcą i głównym scenarzystą wszystkich serii jest angielski satyryk i pisarz Charlie Brooker. Brooker do 2016 roku przygotowywał także cykliczny program BBC Screenwipe, w którym – z pomocą innych komików (m.in. Douga Stanhope, Diane Morgan and Tima Key) – ironicznie komentował bieżące wydarzenia.

Od samego początku Czarnego Lustra widać ogromną fascynację Brookera nowymi technologiami, mediami społecznościowymi, wpływem najnowszych technologii na indywidualnego człowieka i całe społeczeństwo.

Czarne Lustro to jednak nie tylko futurystyczna dystopijna wizja świata w krzywym zwierciadle. Post-tech, sztuczna inteligencja, cyber-rzeczywistość są jedynie tłem dla uniwersalnych dylematów moralnych, z którymi postęp i technologia wciąż nie są w stanie sobie poradzić.

Dodatkowo, Brooker ma niebywały talent do artykułowania jednego z najpowszechniejszych lęków związanych z postępem – tych ekstremalnych sytuacji, kiedy technologia wymyka się spod kontroli człowieka. Rozpad więzi międzyludzkich i w konsekwencji społeczeństwa, cyber-kontrola, zanik emocji, komercjalizacja i obiektyfikacja ludzkiego ciała, granice technologicznej ingerencji w ciało, umysł i życie człowieka (nawet po fizjologicznej śmierci) to tematy powracające w każdej serii. Dodatkowo znajdziemy u Brookera krytykę rasizmu i seksizmu.

Każdy z sześciu odcinków czwartej Czarnego Lustra to inna historia, która rozgrywa się w niedookreślonej niedalekiej przyszłości. Gdzieś na pograniczu sci-fi, horroru i cyber-thrillera Charlie Brooker kreuje świat, który wcale nie wydaje się nie aż tak niemożliwy i daleki od rzeczywistości. Przy całym technologicznym zaawansowaniu chyba tylko człowiek pozostaje niezmienny i, niestety, często straszniejszy od przerażających wynalazków, które stworzył.

Serial jest świetnie wyprodukowaną zamkniętą całością i każdy odcinek może być traktowany jako oddzielny film fabularny. Dodatkowe plusy to naprawdę dobra obsada aktorska (wyróżniają się zwłaszcza role kobiece Rosemarie DeWitt, Andrei Riseborough i Maxine Peake) i reżyseria (przy serialu pracowali m. in. Jodie Foster, John Hillcoat, David Slade, Colm McCarthy czy Tim Van Patten).

Wszystkie poprzednie – równie udane – serie Czarnego Lustra dostępne są w polskim serwisie Netflix.

Ela Bancarzewska

Maciej Bancarzewski

Category: Gazeta - luty 2018

Comments are closed.