baner.pracdem.stary

Antykomunizm jako ideologia

| 1 stycznia 2018
Obok prezesa były członek PZPR, prokurator stanu wojennego, Stanisław Piotrowicz. Nie wszyscy „komuniści” są potępieni przez antykomunistów PiS-u.

Obok prezesa były członek PZPR, prokurator stanu wojennego, Stanisław Piotrowicz. Nie wszyscy „komuniści” są potępieni przez antykomunistów PiS-u.

Mateusz Morawiecki w jednym z pierwszych wywiadów jako premier zadeklarował się jako antykomunista. Szef MSWiA Mariusz Błaszczak uznał, że komunizm skończył się… w grudniu 2017 r., wraz z podpisaniem przez prezydenta ustaw o sądach.

Trudno nie zauważyć roli, jaką w ideologii rządzących odgrywa antykomunizm, mimo że „komunistyczna” przeszłość staje się coraz bardziej odległa. Przyjrzyjmy się, w jaki sposób spełnia on swoją funkcję. Spójrzmy także, co w antykomunizmie jest specyficznie związanego z sytuacją polityczną w Polsce, a co jest przeniesieniem szerszej ideologicznej konstrukcji.

 

Co to jest ideologia?

Ideologia to coś więcej niż zbiór poglądów czy obelga wobec idei, których nie lubimy. Jak zauważył Karol Marks, ideami panującymi w społeczeństwie są idee klas panujących. W tym ujęciu ideologia to zespół powiązanych ze sobą idei, które tłumaczą świat z punktu widzenia klas panujących w społeczeństwie opartym na wyzysku, a więc podzielonym na klasy.

Włoski marksista Antonio Gramsci stwierdził, że ludzie stają się świadomi fundamentalnego konfliktu klasowego „na poziomie ideologii” i twierdzenie to nie ma charakteru „psychologicznego czy moralistycznego”. Innymi słowy ma to związek z obiektywną naturą świata dominujących idei w społeczeństwie klasowym, którymi wszyscy nieświadomie nasiąkamy. Ideologia jest więc zespołem pozornie „spontanicznych” idei, które służą legitymizacji władzy klasy panującej, uznawanej za niepodważalną i naturalną. Jest więc zawsze rozdzierana sprzecznościami, gdyż ma być wyjaśnieniem problemów wynikających z określonego klasowego panowania przy braniu tego panowania za oczywistość. W szczególności widać to w odniesieniu do społeczeństwa kapitalistycznego, z powodu jego dynamiki, plastyczności możliwej formy politycznej i tendencji ku kryzysom. Dlatego postacie ideologii w kapitalizmie nacechowane są dynamiką, różnorodnością i szczególnymi sprzecznościami.

Jak w tak rozumianej ideologii mieści się antykomunizm?

 

Co to jest antykomunizm?

Odpowiedź wydaje się oczywista: idee i działania przeciwne komunizmowi. Jednak nie ma jednego „komunizmu”, ale wielość różnych idei, ruchów i reżimów politycznych, które albo tak się określały, albo były tak określane. Co więcej, „komunizmy” te były i są sobie zdecydowanie przeciwstawne.

Kluczowa sprzeczność nie jest tu trudna do odkrycia. Idee komunistyczne we wszystkich swych postaciach mówiły o społeczeństwie opartym na wspólnocie (słowo „komunizm” po-chodzi od pojęcia wspólności) wolnych i równych ludzi. Także Marks i Engels mieli to na myśli, gdy pisali w Manifeście Komunistycznym o „zrze-szeniu, w którym swobodny rozwój każdej jednostki jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”. Jednak części świata, w których partie komunistyczne rządziły, były dalekie od tego ideału. Przy tym istniało wiele lepszych lub gorszych teorii próbujących wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje – włączając w to te wypływające z krytycznych perspektyw komunistycznych.

Oznacza to także, że istnieje różnica między antykomunizmem a innym znanym „anty”, czyli antyfaszyzmem. Niezależnie od możliwych nadużyć pojęcia antyfaszyzmu, w tym przypadku idee, ruchy i reżimy polityczne stanowią spójny blok. Rasistowskie, imperialistyczne, elitystyczne i wrogie wszelkiej demokracji wizje i programy zostały ucieleśnione w takich samych reżimach. W przypadku komunizmu taka spójność nie istnieje. Aby skonstruować antykomunizm, najpierw sam „komunizm” musiał być więc skonstruowany na jego potrzeby.

Oczywiście tym, co czyniło antykomunizm skutecznym narzędziem był realnie istniejący i używający etykiety komunizmu „inny”, szczególnie w czasie zimnej wojny. Paradoksalnie, zachodnia ideologia antykomunistyczna i ideologia stalinowska były w tej kwestii symetryczne, gdyż obie podkreślały kontynuację istniejącą od Marksa do Stalina (i jego następców) traktując wszystko poza tą „prostą linią” jako nieistotne herezje. Ten brak zróżnicowania jest kluczową cechą antykomunizmu umożliwiającą mu pełnienie ideologicznej roli – legitymacji kapitalizmu. Na tym polu antykomunizm demonizować ma wszelkie próby radykalnej zmiany społecznej. To dlatego wszelkie odniesienia do komunizmu są widziane przez ideologiczny pryzmat jako jedna i ta sama negacja tego, co jest widziane jako „normalność”, czyli jedyna możliwa normalność kapitalistyczna. Monolityczny „komunizm” jest więc tłumaczony jako antyteza cywilizacji kapitalistystycznej, czyli cywilizacji w ogóle. „Kapitalizm albo barbarzyństwo” – to ideologiczna wersja przestawianych alternatyw dla ludzkości.

W takiej konstrukcji nie da się wyjaśnić sprzeczności i konfliktów w różnych odcieniach pojęcia komunizmu – w istocie celem jest zamazanie tych odcieni. Co więcej, nie da się też wyjaśnić tendencji ekonomicznych w państwach „komunistycznych” – momentów ich wzrostu i kryzysu. Oczywiście wszelka „komunistyczna” próba krytycznego zrozumienia praw ruchu tych reżimów jawi się jako rodzaj nonsensu – gdy są one widziane jako rodzaj czarnej dziury w historii, zła skazanego na klęskę.

 

Ideologiczne używanie antykomunizmu w przeszłości

Ideologia antykomunizmu ma korzenie w XIX-wiecznych ideach i ruchach antyrewolucyjnych. Pierwsza masowa partia w Holandii, sprzeciwiająca się samej idei suwerenności ludu, nazy-wała się Partią Antyrewolucyjną. Mieliśmy też do czynienia z serią praw przeciw działalności „wywrotowej”. Prawdopodobnie najbardziej znana była „ustawa antysocjalistyczna”, obo-wiązująca w Niemczech, w latach 1878-1890. Na przełomie XIX i XX wieku powstawały też organizacje broniące „tradycyjnych wartości” przed tymi, których uznawały za wywrotowców. Podobne korzenie miały pierwsze kampanie strachu przeciw komunizmowi po I wojnie światowej i wybuchu rewolucji rosyjskiej. Przykładem jest rozwój nacjonalistycznego ruchu „volkistow-skiego” w Niemczech w czasie rewolucji po 1918 r., wspierającego kontr-rewolucję pod hasłami antysemickimi i antybolszewickimi. Inny to pogromowa atmosfera tzw. „strachu przed czerwonymi” w latach 1919-20 w USA. Generalnie  można w tym czasie mówić o fenomenie „antybolszewizmu” – antyrewolucyjnej ideologii z nowym centralnym punktem odniesienia.

W tych ramach organizacje antybolszewickie rozwijały się także w Polsce. Przykładem Henryk Glass, jeden z organizatorów harcerstwa, a jednocześnie aktywny antybolszewicki spiskowiec od czasów jego obecności w Rosji i na Ukrainie w czasie wojny domowej.  Od 1927 r. Glass był wydawcą miesięcznika Walka z bolszewizmem, który w 1930 r. stał się organem założonego przez niego Stowarzyszenia Organizacji Współpracujących w Zwalczaniu Komunizmu. Obok elementów anty- semickich i antymasońskich jego celem miało być zwalczanie „propagandy rewolucji społecznej”.

Właściwy antykomunizm zaczął krystalizować się z ideologii antyrewolucyjnej i antybolszewickiej w latach 30-tych. Powstanie stalinowskiej Rosji wniosło kluczowy czynnik tej ideologii – „komunistyczną ciągłość”. Jednak w tym czasie był to głównie element przekazu ideologicznego prawicy, włącznie z jej najskrajniejszymi frakcjami. Antykomunizm był więc istotną częścią ideologii ekspansji hitlerowskich Niemiec. Już w 1933 r. pod patronatem ministerstwa propagandy powstała tam Liga Generalna Niemieckich Stowarzyszeń Antykomunistycznych. Na tej samej podstawie ideologicznej Niemcy podpisały w 1936 r. „Pakt Antykominternowski” z Japonią, rok później wsparty przez Włochy Mussoliniego i Hiszpanię Franco. Atak Niemiec na ZSRR w 1941 r. przyniósł odrodzenie Paktu z szeregiem kolejnych sygna- tariuszy, a sama wojna przedstawiana była w nazistowskiej propagandzie jako europejska krucjata przeciw bolszewizmowi.

Ojciec „makkartyzmu” – senator Joseph McCarthy

Ojciec „makkartyzmu” – senator Joseph McCarthy

Jednak pełny rozwój antykomunizmu miał miejsce po II wojnie światowej, gdy wraz z zimną wojną przestał być on ograniczony do (skrajnej) prawicy stając się ideologią głównego nurtu „zachodnich demokracji”. Najbardziej znane są w tym kontekście czasy „makkartyzmu w USA, gdy ok. 10 tys. osób podejrzewanych o „związki z komunizmem” straciło pracę. Symbolem tych czasów było zmuszenie Charliego Chaplina do opuszczenia USA czy wycofywanie z amerykańskich bibliotek książek o Robin Hoodzie.

Antykomunizm charakteryzował także państwa Europy Zachodniej ze znaczącymi partiami komunistycznymi, jak Francja i Włochy, gdzie partie te zostały wykluczone z rządów „jedności narodowej” w 1947 r., jak i nowo utworzoną Republikę Federalną Niemiec, gdzie partia komunistyczna została zdelegalizowana w 1954 r. Oczywiście dotyczył też, z wyższym poziomem represji, zachodnich reżimów bez pretensji do bycia „demokracją”. Nie tylko w Europie (jak członkowie NATO Grecja i Portugalia), ale także w Ameryce Łacińskiej, Azji i Afryce – będąc tam zasadniczo kontynuacją przedwojennej wersji skrajnie prawicowej.

Zawsze istniały jednak ograniczenia ideologicznej skuteczności antykomunizmu. Siła partii komunistycznych, nierzadko zakorzenionych w ruchach wyzwoleńczych (z często tragicznymi skutkami dla tych ruchów), oznaczała istnienie „alternatywnej pamięci zbiorowej” rywalizującej z oficjalną ideologią. W niektórych przypadkach wzmacniana była ona pewnym stopniem ciągłości (także personalnym) aparatu państwa z dawnymi reżimami faszystowskimi lub kolaboracyjnymi. Co więcej, po stłumieniu rewolucji węgierskiej przez czołgi ZSRR w 1956 r., a szczególnie w wyniku ruchów społecznych lat 60-tych, wyłoniły się różne postacie radykalnej lewicy niezależnej od „oficjalnych” partii komunistycznych. Oznaczało to podważenie podstawy ideologii antykomunistycznej, czyli tezy o kontynuacji „od Marksa do Stalina”. W zmieniającej się atmosferze intelektualnej antykomunizm wydawał się często zbyt prymitywnym narzędziem ideologicznym, a „konsensus antykomunistyczny” w jakimś stopniu się kruszył. Pomimo neoliberalno-konserwatywnego zwrotu sym- bolizowanego przez Margaret Thatcher i Ronalda Reagana legitymizującego powrót antykomunizmu w ostrzejszej wersji, poza przykładami dyktatur wojskowych, w głównym nurcie politycznym i intelektualnym świata zachod- niego nie było powrotu do atmosfery wczesnych lat 50-tych.

 

Zmienna rola antykomunizmu po zimnej wojnie

Gdy zabrakło rywala w postaci „bloku komunistycznego”, pozostał kluczowy ideologiczny aspekt antykomunizmu, czyli delegitymizacja wszelkiej krytyki antykapitalistycznej. Spektakularny upadek bloku wschodniego spotęgował kryzys różnych odcieni lewicy. W dominującym przekazie wydarzenia lat 1989-91 oznaczały upadek „eksperymentu niekapitalistycznego” (jak to widziała także znaczna cześć lewicy) będąc ostatecznym dowodem triumfu „wolnego rynku” nad państwowym planowaniem. Gdy interwencjonizm państwowy był przez lata ważną częścią lewicowej odpowiedzi (nie tylko ze strony partii komunistycznych) na problemy gospodarcze, kryzys ten nie był zaskoczeniem. Nie było też zaskoczeniem, że upadek „komunizmu” na Wschodzie, jak i towarzyszący mu upadek partii komunistycznych na Zachodzie, umocnił antykomunizm jako ideologię.

Symbolem tego „ducha czasów” była blisko 1000-stronicowa Czarna księga komunizmu opublikowana w 1997 r. z opisem „zbrodni komunistycznych”. Źródła odpowiedzialności za ich czyny (od Lenina aż po nikaraguańskich sandinistów) sięgać miały nie tylko Marksa, ale i francuskich jakobinów, rosyjskiego nihilisty Nieczajewa, cara Iwana Groźnego czy niemieckiego generała Ericha Ludendorffa.

Jednak wciąż „realny antykomunizm” był bardziej atrakcyjny w połączeniu z liberalnym optymizmem dotyczącym zarówno jednostkowego losu, jak i perspektyw światowego kapitalizmu. W tej perspektywie „komuniści” byli raczej, w zależności od okoliczności, naiwnymi utopistami i zacofanymi prymitywami, tak czy inaczej bardziej dziwakami niż demonami. Przy ideologicznym konsensusie, że komunizm to „utopia, która się nie sprawdziła”, młodzi w koszulach z Che Guevarą ostatecznie mogli być tylko kolejnym dowodem żywotności rynku.

 

Antykomunizm w dzisiejszej Polsce

W państwach dawnego bloku wschodniego do ram ideologii antykomunistycznej dochodziły okoliczności specy- ficzne dla tego regionu. Obok podważania sprzeciwu wobec kapitalizmu, kluczowym aspektem tej ideologii stała się patologizacja „komunistycznej” przeszłości w celu legitymizacji teraźniejszości i objaśniania jej problemów w duchu apologii kapitalizmu.  Przy tym w antykomunizm często łączył się w ideologiczną całość z rusofobią. W przypadku Polski, historyczne zmagania z imperializmem rosyjskim w połączeniu z dzisiejszą rywalizacją między Polską (jako forpocztą Zachodu) a Rosją na terenie Europy Wschodniej, czynią tę ideologiczną zbitkę szczególnie użyteczną z punktu widzenia rządzących. W prostych słowach przekaz jest następujący: rewolucja i komunizm to zło, a NATO to dobro, bo Stalin mordował Polaków, a Putin zajął Krym.

Pomijając jego cechy uniwersalne, w Polsce po 1989 r. antykomunizm występuje w dwóch głównych odmianach: apologii i kontestacji.

 

Antykomunizm apologii

Antykomunizm apologii cechował większość elit intelektualnych i politycznych po 1989 r., znajdując wyraz w partiach liberalnych i liberalno-konserwatywnych. Jego zasadnicza teza to sukces polskiej transformacji, będąca przekonaniem niemal całej klasy kapitalistycznej i większości klasy średniej (i dowodem, że czasem byt określa świadomość w sposób bardzo prymitywny i bezpośredni). Antykomunizm stał się tu częścią narracji o „sukcesie”. Może nie wszystko jest super – jak głoszono – ale w „komunizmie” było dużo gorzej. O ile w czasie zimnej wojny antykomunizm był pochodną rywalizacji imperialistycznych mocarstw, w Polsce stał się pochodną rywalizacji teraźniejszości z przeszłością. Zerwanie ze „spuścizną komunizmu” – połączone z „doganianiem Zachodu” i „powrotem do Europy” – było regularnie argumentem na rzecz programów cięć i prywatyzacji. Obrazy pustych półek z lat kryzysu gospodarczego lat osiemdziesiątych stały się regularnym elementem przekazu medialnego (by ludzie „nie zapomnieli”).

W pewnym sensie przypominało to ideologię reżimu sprzed 1989 próbującego w pokazywać swoją wyższość nad przedwojennym reżimem sanacyjnym. W obu przypadkach rzeczywiste problemy istniejące w przeszłości pomagały w jej ideologicznym wykorzystaniu. Jednak w przypadku PRL skuteczność ta była ograniczona – oczywistą barierą było tu istnienie „Zachodu” jako „innego” z wyższym standardem życia. Ostatecznie ideologia stała się przeciwskuteczna prowadząc do idealizacji zachodniego kapitalizmu, a w pewnej mierze także przedwojennej przeszłości.

Propaganda sukcesu czasów transformacji także natrafiła jednak na bariery, gdy po prostu duża część społeczeństwa tego sukcesu nie odczuwała. Ideologiczną odpowiedzią było tu pojęcie homo sovieticus – spopularyzowane przez ks. Józefa Tischnera – mające (według jego słów) opisywać „roszczeniową”, „niezdolną do wzięcia odpowiedzialności za swój los”, bo „zsowietyzowaną” i „ukształtowaną przez komunizm” część społeczeństwa. Innymi słowy skoro transformacja jest sukcesem, coś musi być nie tak z ludźmi, którzy (jeszcze) tego nie zrozumieli.

 

Antykomunizm (pozornej) kontestacji

Główną różnicą między antykomunizmem apologii a antykomunizmem kontestacji jest to, że o ile dla pierwszego transformacja była sukcesem zerwania z komunizmem, dla drugiego nie była sukcesem – z powodu braku tego zerwania. Antykomunizm apologii widziany jest tu jako nie dość antykomunistyczny – co nie różni się od podobnej krytyki uprawianej wszędzie przez ideologów konserwatywnej i jeszcze skrajniejszej prawicy. Na to nakłada się jednak szczególna kontestacja transformacji, będąca znakomitym przykładem opisywanej przez Gramsciego niestabilności ideologii w społeczeństwie opartym na wyzysku, jak i postrzegania społecznych problemów poprzez jej pryzmat.

Zasadnicza diagnoza tego środowiska, reprezentowanego dziś głównie przez PiS, (ale i tzw. prawicę „antysystemową”), jest taka, że problemy transformacji nie wynikają z natury kapitalizmu, ale z dominacji „postkomunistycznego układu”. O ile ideologia liberalnej apologii wyraża punkt widzenia zadowolonych, populistyczna prawica jest wyrazem dążeń niezadowolonej klasy średniej. Wyjaśnienie niemożliwości obiecanego i awansu w drabinie społecznej opiera się na przekonaniu, że miejsca na jej wyższych szczeblach zostały w „złodziejski” sposób zajęte. Jarosław Kaczyński wielokrotnie mówił więc o konieczności powstania w Polsce „nowej fali kapitalizmu”. Oczywiście oddźwięk tej wizji nie ogranicza się do części klasy średniej. W czasach stosunkowego „spokoju społecznego”, nadzieje klasy średniej  – które same są wersją ideologii wyższej klasy kapitalistycznej – „skapują w dół” do klasy pracowniczej. Co więcej, wizja ta oferuje, jakkolwiek ułomną, formę krytyki rzeczywistości. W ideologicznej mieszance łączy antykomunizm z elementami fundamentalizmu katolickiego, nacjonalizmu, rasizmu (ostatnio kierowanego głównie przeciw uchodźcom), jak i retoryką antyelitaryzmu i sprawiedliwości społecznej. W skrócie, nadzieja jest dana, że gdy tylko zamiast skorumpowanych postkomunistów i ich liberalnych sojuszników pozycje władzy politycznej i gospodarczej zajmą katoliccy patrioci, drzwi do sprawiedliwości społecznej zostaną otwarte.

Od przejęcia władzy politycznej przez PiS w 2015 ta wersja antykomunizmu legitymizowała „wielką z(a)mianę elit” w różnych częściach aparatu państwowego. Towarzyszy temu nasilenie kultu „żołnierzy wyklętych” (także postaci uwikłanych w ewidentne zbrodnie), jak i nowa „ustawa dekomunizacyjna” dotycząca pomników i nazw ulic uznanych za „komunistyczne”.

 

Granice ideologii antykomunizmu

Kluczowym czynnikiem ograniczającym pojawienie się w Polsce „alternatywnej pamięci zbiorowej” jest brak opartego na pracownikach ruchu społecznego jakkolwiek porównywalnego nie tylko z czasami PRL, ale z okresami wszystkich postaci politycznych kapitalizmu polskiego (włącznie z PRL) od końca XIX wieku. Oznacza to nieistnienie nowego ważnego puntu odniesienia do walk społecznych od czasów lat 1980-81. Przeszłość wciąż więc żyje w teraźniejszości – w ideologicznie znie- kształcony sposób.

Brak ten można wytłumaczyć współistnieniem czynników strukturalnych i bezpośrednio politycznych. Polska transformacja zakorzeniona jest w zniszczeniu ostatniego masowego ruchu pracowniczego w 1981 r. Oznaczało to, że pracownicy ideowo i politycznie nie byli w pozycji pozwalającej im na oparcie się procesowi, którego skutkiem było pojawienie się masowego bezrobocia, jak i zmiana kompozycji siły roboczej. „Pamięć” klasy pracowniczej była ograniczona, gdy fizyczna kontynuacja zatrudnienia w wielu sektorach przestała istnieć. Było to współzależne z czynnikiem bezpośrednio politycznym. Nie udało się zaistnieć zakorzenionej w walkach pracowniczych siły politycznej odwołującej się do tradycji lewicy rewolucyjnej (krytykującej PRL z pozycji marksistowskich, choć sama taka krytyka istniała), czy choćby lewicy w ogóle. Wszystko to oznaczało słabość „alternatywnej pamięci zbiorowej” podkreślającej klasową kontynuację ruchów pracowniczych sprzed 1989 r. z ruchami społecznymi czasów transformacji.

Pokazuje to jednak także ograniczenia ideologicznego wyjaśniania rzeczywistości kapitalizmu przez pryzmat antykomunizmu. Życie konfliktami przeszłości dla podtrzymania teraźniejszości staje się problematyczne, gdy konflikty teraźniejszości wysuwają się na pierwszy plan. Gdy konflikty dotyczyć będą „patriotycznych” biznesmenów czy antykomunistycznego rządu, trudno będzie je tłumaczyć nieprzezwyciężonym „komunizmem” – nawet jeśli ideologia może zaskoczyć swą nieskończoną zdolnością mutacji. Harmonogram takich konfliktów nigdy nie jest jednak dany z wyprzedzeniem.

 Filip Ilkowski

Tags:

Category: Gazeta - styczeń 2018

Comments are closed.