#MeToo – przełom dla kobiet?

| 1 grudnia 2017
Kampania #MeToo zaczęła się od tweetu aktorki i aktywistki Alyssy Milano (15.10.2017).

Kampania #MeToo zaczęła się od tweetu aktorki i aktywistki Alyssy Milano (15.10.2017).

Kampania #MeToo (#JaTeż) ujawniła i ciągle ujawnia, jak powszechne w naszym społeczeństwie są zjawiska takie, jak gwałt, molestowanie seksualne i poniżanie kobiet. Hashtag tej kampanii w krótkim czasie został udostępniony miliony razy w co najmniej 85 krajach, ujawniając doświadczenia całego wachlarza nadużyć seksualnych.

Trudno nie być zaszokowana/y częstotliwością doświadczeń gwałtów i innego rodzaju wykorzystywania seksualnego wśród kobiet w jak najrozmaitszych branżach, zawodach i sytuacjach życiowych.

Sprawa się zaczęła w Hollywood, ale szybko okazało się, że doświadczenia aktorek i innych pracownic branży filmowej są wspólne dla kobiet (i czasami mężczyzn) innych branż. Skandale wybuchły w polityce, wśród komediantów, w biznesie, środowiskach akademickich, wśród prawników i w świecie sztuki.

Ujawnione sprawy pokazują, że seksizm jest zjawiskiem mocno zakorzenionym w hierarchicznym systemie kapitalistycznym. Wykorzystywanie seksualne jest bardzo często bezpośrednio związane z wyzyskiem i z władzą szefów, nie tylko nad pracą, ale nad życiem i nawet ciałem „swoich” pracowników i pracownic najemnych.

Ten stosunek władzy i braku władzy przyczynił się do tego, że ofiary często przez wiele lat nic nie mówiły o tym, co się zdarzyło i nie zgłaszały nawet gwałtów na policję. Obawiały się, że nie będą mogły walczyć z potęgą i pieniędzmi producentów i reżyserów filmowych, że już nie dostaną pracy w branży, jeśli powiedzą prawdę o gwałtach i molestowaniu, że będą atakowane w mediach, a ich prawdo- mówność będzie kwestionowana. Praca aktorki jest dość prekaryjna – ciągle zależna od ocen wybierających do ról na castingach.

Można się domyślić, jak trudne może być ujawnienie wykorzystywania seksualnego dla grup kobiet, które są jeszcze niżej na drabinie społecznej niż aktorki. Kobiet, które nierzadko codziennie w pracy odczuwają seksizm, brak szacunku, traktowanie jak kawałek mięsa przez klientów i szefów – np. kobiety w branży hotelarskiej i gastronomicznej, w służbie domowej czy w fabrykach. Pamiętamy sprawę z fabryki Amica Wronki, gdzie molestowanie seksu-alne ze strony majstrów było codzien- nością dla wielu pracownic. Jedna z nich prawdopodobnie z powodu takiej presji popełniła samobójstwo.

Seksizm, czyli dyskryminacja ze względu na płeć, tkwi głęboko w stosunkach społecznych. Wyraża się on m.in. w traktowaniu kobiet jako przedmiotów seksualnych, które mają być „do dyspozycji” mężczyzn mających jakieś „prawo” być sędziami, wydawać osądy i komentarze na tematu wyglądu części ciała kobiet –  i je dotykać, obłapywać.

W społeczeństwie panuje dwoisty ideał kobiety: „madonna i ladacznica”.

Z jednej strony kobiety mają być seksowne, dostępne dla mężczyzn – mężczyźni mają „prawo” patrzyć na Ciebie jako na przedmiot seksualny do używania – ale jednocześnie społeczeństwo spo- dziewa się od Ciebie, żebyś zachowywała się jako „madonna”, czyli aseksualnie, biernie i ulegle. Twoja seksualność nie jest dla Ciebie – lecz dla usatysfakcjonowania mężczyzny.

Taki pogląd na seksualność kobiety jest często świadomie lub nieświadomie przyjmowany przez same kobiety – skąd też istnieje wysoka bariera przed zgło- szeniem przestępstw na tle seksualnym na policję, czy ujawnienie ich w mediach. Kobiety winią siebie – „nie powinnam była….” (wymieniając cały szereg zarzutów wobec własnej osoby) – ale też obawiają się, że będą atakowane, stygmatyzowane jako kłamczuchy lub przy pomocy gorszych określeń, oznaczających osoby zasługujące na przemoc seksualną.

Mają takie obawy nie bez powodu – postawy tępiące ofiary przemocy seksualne są dość powszechne. Wiemy, że bardzo duży procent zgłoszonych gwałtów i innych przestępstw na tle seksualnym nigdy nie trafia do sądu (w Polsce w 2016 roku tylko w jednej czwartej spraw, które trafiły na policję, śledczy potwierdzili przestępstwo).

Siła kampanii #MeToo (#JaTeż) zmieniła ilość w jakość. Wzajemne wsparcie było celem kampanii i widać, że to zadziałało. Wydaje się, że doszłyśmy do takiego punktu zwrotnego, od którego trzeba było zacząć poważnie traktować zjawisko molestowania seksualnego. Trudno oskarżać miliony kobiet o kłamstwa – chociaż oczywiście miały miejsce próby winienia ofiar.

Skutkiem kampanii może być to, że przyszłe ofiary przemocy, molestowania i poniżania seksualnego uzyskują pewność siebie, by przełamać milczenie i o tym rozmawiać. A może potencjalni molestujący w przyszłości pomyślą dwa razy zanim dopuszczą się tego czynu.

Już widać, kampania wzmocniła pozycję osób, które doświadczyły nadużyć – mogą pokazać siłę i nie tylko być ofiarami.

Czy jest nadzieja dla mężczyzn?

Kampania #MeToo daje dość przygnębiający obraz mężczyzn – kiedy nawet faceci deklarujący się jako „feminiści” i walczący o prawa kobiet okazują się być sprawcami molestowań, a nawet przemocy.

Może wydawać się, że takie zachowanie leży w biologii mężczyzn – i że seksualność kobiet i mężczyzn nie może wyrażać się we wzajemnym szacunku.

Trzeba jednak pamiętać, że większość mężczyzn nie stosuje przemocy wobec kobiet, nie zaczyna obmacywać piersi przypadkowej kobiety w barze, czy rzucać poniżających komentarzy o wyglądzie. Mimo to aktywna i uświadamiająca kampania na pewno jest potrzebna, by wykorzenić seksistowskie zachowanie, które może być często spotykane.

Z drugiej strony nawet dzisiaj, kiedy seksizm panuje w społeczeństwie, istnieją partnerskie stosunki między kobietami i mężczyznami, istnieje możliwość międzypłciowej empatii – chociaż cały czas jest ona pod presją rzeczywistości problemów finansowych, alienacji i konkurencji – która stanowi przeciwwagę do solidarności i miłości.

Tym bardziej istnieje nadzieja, że prawdziwa równość i wyzwolenie od uciskających wzorów międzyludzkich będzie możliwe, kiedy bariery stworzone przez żelazną rękę stosunków kapitalistycznych zostaną usunięte.

Mizoginia, lewica i prawica

W Polsce, w ramach #MeToo ujawniono w Codzienniku Feministycznym, że również w środowiskach liberalno-lewicowych miały miejsce poniżające komentarze, molestowanie seksualne, a nawet przemoc seksualna. Jest to smutne, ale nie zupełnie zaskakujące, bo wiadomo, że seksizm wpływa również na ludzi lewicowych, chociaż na pewno mizoginia jest bardziej powszechna wśród prawicowców. Kiedy politycy prawicy się cieszą z ujawnionych infor- macji o lewicowcach, jest to szczyt hipokryzji.

Trafny jest komentarz Justyny Samolińskiej z Partii Razem, która sama doświadczyła seksistowskich komentarzy ze strony prawicowego polityka: „Obrzydliwy wybuch radości na prawicy, która cieszy się, że “na lewicy gwałcą i nie szanują kobiet” brzmi jak potępianie Szwecji przez Arabię Saudyjską za wysoki poziom przemocy seksualnej w policyjnych statystykach. Tymczasem nie ma się z czego cieszyć, bo na prawicy takich zachowań (a więc zapewne i przestępstw) z ogromnym prawdopodobieństwem może być znacznie więcej” – pisze Samolińska. Jednocześnie deklaruje, że w imieniu kobiet lewicy będzie z całych sił wspierać kobiety, które były ofiarami nadużyć i przemocy ze strony Wybieralskiego i Dymka.

Kapitalizm i ucisk kobiet

Niska pozycja społeczna kobiet i systematyczna dyskryminacja nie są zjawiskami naturalnymi i wiecznymi. Z badań antropologicznych (np. z książek Eleanor Leacock) wiemy, że istniały społeczeństwa „pierwotne”, w których kobiety i mężczyźni mieli równie ważne pozycje. Były to społeczeństwa przedklasowe, gdzie współpraca, a nie kon- kurencja, była motorem gospodarki.

Fryderyk Engels analizował w jaki sposób społeczne podporządkowywanie kobiet rozpoczęło się wraz z powstawaniem podziałów klasowych i własności prywatnej. Na podstawie wyprodukowanej nadwyżki w gospodarce powstawała klasa posiadaczy, dla której przekazanie własności swoim spadkobiercom stało się istotne. Stąd ważna stała się kontrola płodności i seksualności kobiet. Równocześnie zmieniająca się gospodarka oznaczała, że praca mężczyzn miała większy priorytet, podczas gdy głównym zadaniem kobiet była praca związana z rodzeniem i wychowaniem dzieci.

Kiedy powstawał system kapitalistyczny, oddzielenie sfery produkcyjnej od sfery reprodukcyjnej (domowej) jeszcze się pogłębiło – i rola kobiet w rodzinach robotniczych składała się przede wszystkim z reprodukcji nowego pokolenia siły roboczej. Model sprywatyzowanej rodziny nuklearnej i praca domowa kobiet były istotne, by podtrzymywać system kapitalistyczny. Tymczasem kobiety albo były wykluczone ze sfery produkcyjnej – albo były traktowane jako drugorzędna, niżej opłacona siłę roboczą.

Nawet w dzisiejszych czasach, kiedy kobiety w wielu rozwiniętych krajach stanowią większość pracujących, mają one znacząco niższe płace i częściej czują się zobowiązane pracować na niepełnym etacie, by móc zajmować się dziećmi i domem. Wśród najbiedniejszych na świecie jest więcej kobiet niż mężczyzn. Brak niezależności i bezpieczeństwa finansowego czyni kobietę łatwiejszą ofiarą przemocy domowej i wykorzystywania seksualnego.

Równocześnie podziały płciowe i dyskryminujące postawy wśród mężczyzn powodują, że trudniejsza staje się skuteczna walka z wyzyskiwaczami jako zjednoczona klasa pracownicza.

Nowoczesny kapitalizm oznacza komercjalizację wszystkich międzyludzkich stosunków – również spraw związanych z wyglądem, ciałem i seksualnością. Wzmacnia to obraz idealnej kobiety, która przede wszystkim ma być seksownym przedmiotem do oglądania i możliwego wykorzystywania. Prowadzi to do ogromnej presji dotyczącej wyglądu na młode kobiety, skutkując rozkwitem przemysłu zabiegów kosmetycznych oraz rozpowszechnieniem się chorób takich, jak anoreksja i bulimia.

Dlatego mówimy, że wykorzenienie seksizmu i ucisku kobiet z naszego życia wymaga walki o społeczeństwo, w którym wyzysk i stosunki kapitalistyczne są historią – gdzie panuje demokracja i równość gospodarcza, które stanowią podstawę dla równych stosunków także w innych sferach życia.

 

 

Ellisiv Rognlien

Tags:

Category: Gazeta - grudzień 2017

Comments are closed.