baner.pracdem.stary

Rząd wielkich korporacji

| 1 października 2017
Morawiecki w Krynicy

Morawiecki w Krynicy

Rząd lubi się przedstawiać jako przyjaciel ludu. Ekipa Kaczyńskiego wciąż wysoko góruje w sondażach, co sugeruje, że jak na razie wiele osób zgadza się z pisowską samooceną.

Jak powszechnie wiadomo PiS zachowuje swoją popularność głównie dzięki socjalnym posunięciom – zwłaszcza 500+ i obniżeniu wieku emerytalnego, które, pomimo ich wad, oznaczają realną poprawę warunków życia dla milionów ludzi.

Ta polityka wprowadziła liberalną opozycję w zakłopotanie. Antykapitaliści natomiast nie powinni wpadać ani w zachwyt, ani w bezradność względem rządu. Rząd chce sobie kupić pokój społeczny i zachować władzę, by Kaczyński mógł stworzyć w Polsce raj dla bigotów.

Jednocześnie PiS chce, by polski kapitalizm stał się bardziej konkurencyjny, dlatego otacza opieką potężne machiny wyzysku, jakimi są wielkie korporacje.

Rząd jest równie bezwzględny w obronie interesów tych molochów kapitalistycznych, jak poprzednio Platforma. Stało się to jasne 6 września, kiedy wicepremier Mateusz Morawiecki – były bankier, bogacz i „superminister” od gospodarki i finansów – ogłosił swój nowy plan podczas forum ekonomicznego w Krynicy Zdrój.

Morawiecki chce z całej polski zrobić Specjalną Strefę Ekonomiczną.

„To co dziś proponujemy, nie jest drobną korektą, tylko prawdziwym prorozwojowym przełomem w dotychczasowej polityce gospodarczej Polski. Każda gmina bez względu na wielkość i swój charakter, każdy kilometr z ponad 312 tysięcy kilometrów kwadratowych Polski, może stać się atrakcyjną strefą inwestycyjną. Tego oczekiwali od nas polscy przedsiębiorcy”, powiedział.

A może strefy inwestycyjne to co innego niż specjalne strefy ekonomiczne?

Nie. W komunikacie wyjaśniającym plan Morawieckiego czytamy, że “zlikwidowana zostanie długotrwała i obciążająca przedsiębiorcę procedura zmiany granic specjalnych stref ekonomicznych. Do tej pory obszar objęty wsparciem wynosił 25 tys. ha, czyli 0,08 proc. powierzchni kraju, co powodowało ograniczenia w dostępnie do wartościowych terenów inwestycyjnych. Po zmianie, wykorzystany zostanie potencjał całego kraju, co jest szczególnie ważne dla dużych inwestycji.”

 

Czym są te strefy?

Specjalne Strefy Ekonomiczne powstały na mocy ustawy z 1994 roku. Obecnie w Polsce działa 14 SSE, Były one owocem skrajnej, neoliberalnej strategii antypracowniczej, która doprowadziła do powszechnej prywatyzacji, masowego bezrobocia, zwiększenia wyzysku. Nic dziwnego, że w Krynicy Morawiecki był otaczany przez radosnych biznesmenów.

W ciekawym artykule Filipa Konopczyńskiego, opublikowanym w Krytyce Politycznej (6 września 2017 r,) dowiadujemy się, że w nowej Polsce-SSE: „Zachęty dla kapitału to m.in. zwolnienia i ulgi podatkowe na okres nawet do 20 lat”.

Autor tekstu dodaje, że: “Tylko między 1998 a 2013 r. skarb państwa utracił z tytułu ulg podatkowych dla firm w SSE wpływy rzędu 14,6 mld zł. Z kolei resort pracy i polityki społecznej zwracał uwagę na patologiczne łamanie praw pracowniczych, którego dopuszczają się firmy ulokowane w strefach. Standardem jest tam stosowanie umów śmieciowych, czy korzystanie z agencji pracy tymczasowej.”

 

PiS i neoliberalizm

Spora część wizerunku PiS jest oparta na ostrych wypowiedziach przeciwko neoliberalizmowi. Bez tego Kaczyński nie wygrałby wyborów i dlatego, po sukcesie przy urnach, wciąż grał tą kartą. Przykładowo w 2016 r., w liście odczytanym podczas obchodów 36 rocznicy podpisania porozumień sierpniowych w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, prezes napisał: “nie żyjemy w Polsce naszych marzeń, bo etos Solidarności uległ doktrynom postkomunizmu i neoliberalizmu.”

Przesłanie jest jasne – PiS rzekomo stoi murem za związkowcami przeciw wielkiemu kapitałowi.

W posunięciach Morawieckiego widać, że jest odwrotnie. Należy podkreślić, że w SSE związki zawodowe występują w znikomym stopniu.

Liderzy związkowi powinni bić na alarm w tej sprawie. Dotyczy to szczególnie Piotra Dudy i innych liderów NSZZ „Solidarność”, którzy zrobili tak dużo, by uwiarygodnić PiS w oczach pracowników.

Trzeba też dodać, że Morawiecki chce wprowadzić jeszcze większe ulgi podatkowe dla firm w kraju, gdzie biznes i tak jest słabo opodatkowany. CIT (Corporate Income Tax), czyli podatek płacony przez spółki, wynosi w Polsce 19 procent. Dla porównania, poziom opodatkowania firm w następujących krajach wynosi: Francja – 34,43 procent, Belgia – 33,99, Niemcy – 30,18, Portugalia – 29,50, Grecja – 29, Włochy – 27,81, Austria – 25, (zsumowano CIT krajowy i regionalny – wyliczenia witryny oko.press).

Znacznie niższy poziom CIT można znaleźć w Irlandii (12,5 procent) – kraju, który słynie z samowoli wielkich korporacji. W tym roku Węgry poszły śladem Irlandii – ale jeszcze dalej. Tam CIT wynosi zaledwie 9 procent.

Ten wyścig w dół oznacza kolejne ograniczenia demokracji na rzecz wielkiego kapitału, który coraz mniej podlega państwowej regulacji.

PiS, który z każdym miesiącem staje się coraz bardziej autorytarny, dba o „wolność” – wolność wielkich korporacji.

Mylą się ci, którzy w pisowskim rasizmie wobec uchodźców i pogardy dla imigrantów widzą ogólną wrogość wobec cudzoziemców. Jeśli cudzoziemcy są bogatymi biznesmenami, PiS ich bardzo lubi.

Według portalu technologicznego Antyweb, Google, przy obrotach ok. 220 mln zł, zapłacił w 2014 roku w Polsce zaledwie 4,3 mln zł podatku CIT. Facebook zapłacił jeszcze mniej – 300 tys. zł. Przy wszelkiej propagandzie o uszczelnieniu systemu VAT, PiS nie zamierza ściągać większych podatków od tych gigantów.

Nie wiadomo jeszcze jaki deal z polskim rządem sobie wysmażył jeden z największych banków świata JP Morgan Chase, który we wrześniu ogłosił swój zamiar otworzenia siedziby w Warszawie – oczywiście przy serwilistycznych zachwytach ze strony Morawieckiego. Wiemy jednak, że ten moloch zajmuje się m. in. tworzeniem rajów podatkowych dla bogaczy – w tym celu bank posiada 50 oddziałów w Bermudach, na Bahamach i w innych miejscach.

W Krynicy Morawiecki, nagle zapominając o tzw. patriotyzmie gospodarczym PiS-u, podkreślił: „Nie chcemy inwestorów zagranicznych dyskryminować”.

Nie można być w jednocześnie po stronie wielkiego biznesu (wszystko jedno, czy zagranicznego, czy polskiego) i zwykłych pracowników. Wszelkie zyski ostatecznie pochodzą z ludzkiej pracy. Pracownicy, walcząc o większą płacę, siłą rzeczy ograniczają zyski kapitalistów. Rząd, działający tak mocno na rzecz mnożenia zysków wielkich korporacji, osłabia tym samym pozycję pracowników – utrudnia ich walkę o lepsze warunki i wynagrodzenia.

Trzeba więc wybrać. Socjaliści stoją po stronie pracowników. PiS działa na rzecz korporacji, które ich wyzyskują.

 

Andrzej Żebrowski

Tags:

Category: Gazeta - październik 2017

Comments are closed.