Po wielkim wrześniowym proteście… Chcąc coś wywalczyć, musimy strajkować

| 1 października 2013
14.09.20-13 Warszawa

14.09.13 Warszawa

Nigdy wcześniej nie było takiej ogromnej, zjednoczonej demonstracji związkowej z udziałem trzech głównych central związkowych.14 września protestowało blisko 200 tys. związkowców. Taki musi być punkt wyjścia wszelkich ocen, prognoz i działań po Ogólnopolskich Dniach Protestu.

Ogromna liczba pracowników na demonstracji zaskoczyła nawet organizatorów. Tysiące pracownic i pracowników gotowych było ruszyć z miast z najdalszych zakątków kraju, by wyrazić swój sprzeciw wobec antypracowniczej polityki rządu. Był to również sukces liderów związkowych – sukces który ich przeraził. Wiedzieli, że pracownicy będą teraz oczekiwać od nich intensyfikacji walki.

Od samego początku czterodniówki było jasne, że protest będzie ogromny. W pierwszym dniu, 11 września, ok. 26 tysięcy związkowców pikietowało sześć ministerstw – było to dwa razy więcej protestujących niż się spodziewano.

Jednym z ważnych ministerstw, gdzie pikieta się nie odbyła, było Ministerstwo Edukacji. Drugiego dnia protestu oświatowa Solidarność naprawiła ten błąd. I znów, z całego kraju przyjechało kilka tysięcy nauczycieli – dwukrotnie więcej niż się spodziewano.

Niestety Związek Nauczycielstwa Polskiego nie włączył się tego dnia do protestu. Nie mogło to jednak popsuć atmosfery solidarności pracowniczej, która była tak odczuwalna przez wszystkie cztery dni. Na szczęście ZNP licznie uczestniczył w największej demonstracji 14 września.

Tysiące pielęgniarek, nauczycielek/nauczycieli, górników, stoczniowców, pracownic i pracowników biur i fabryk – często po raz pierwszy – doświadczyło masowej pracowniczej solidarności. Jest to najcenniejszym osiągnięciem ruchu pracowniczego od wielu lat – i na tej postawie można pójść dalej.

 

Jakie są perspektywy dalszej walki?

Należy uniknąć dwóch błędnych rodzajów odpowiedzi na to pytanie.

 

Błędna odpowiedź nr 1:

“I tak nic z tego nie będzie”

Niektórzy związkowcy mogą czuć się rozczarowani brakiem ogłoszenia strajku generalnego i dojść do wnio-sku, że “i tak nic z tego nie będzie”.

Postawa nieuchronności klęski zwiększa prawdopodobieństwo tej klęski. Aby wygrać kolejne bitwy z rządem, trzeba podjąć akcję strajkową na masową skalę – i taki strajk jest możliwy.

Konflikt między związkami zawodowymi a rządem jest oparty na najbardziej głębokim podziale w społeczeństwie – na konflikcie klasowym. Rząd nie jest neutralny – wspiera interesy dużego biznesu. Pracownicy w zakładach są celami ataków rządu i pracodawców.

Kolejne ataki rządu mogą zmusić liderów do podjęcia ogólnokrajowej akcji strajkowej, w przeciwnym razie istnieje zagrożenie, że pracownicy przestaną widzieć sens w należeniu do związków. Jest to głównym powodem tego, że liderzy związkowi musieli wezwać do wrześniowych protestów.

Nie jest wykluczone, że będzie eskalacja walki, ale nie możemy na to liczyć.

Zamiast zadawać bierne pytanie: Co zrobią liderzy związkowi?,  lepiej przyjąć punkt widzenia szeregowego aktywisty związkowego. Wtedy zadajemy inne pytania: Czy doświadczenie protestów wrześniowych może przy‑ czynić się do wzmocnienia organizacji związkowej w zakładach pracy?  

Odpowiedź brzmi: tak, oczywiście. Brak protestów wzmaga apatię pracowników. Natomiast gdy szeregowi pracownicy wzmacniają swoją samoorganizację jednocześnie zwiększają skuteczność nacisków na liderów, by ci podjęli akcję straj‑ kową. Nawet jeśli liderzy będą zbyt tchórzliwi, by ogłosić strajk generalny, silniejsze związki w zakładach mogą przyczynić się do zwiększenia liczby strajków lokalnych wraz ze wzrostem pewności siebie pracowników.

 

Błędna odpowiedź nr 2:

“Duda i inni liderzy związkowi najlepiej wiedzą jak wygrać”

Niewątpliwie biorąc pod uwagę stan ruchu związkowego, Dni Protestu były niemałym osiągnięciem. Trudno więc się dziwić popularność liderów wśród szeregowych członków.

Jednak trzeba pamiętać wcześniejsze groźby liderów, że we wrześniu dojdzie do strajku generalnego. Dni Protestu od początku były zarówno cofnięciem się z poważniejszej konfrontacji z rządem, jak i wielką mobilizacją.

Po Dniach Protestu słyszy się dużo mniej o strajku generalnym, chociaż19 września Piotr Duda powiedział PiS-owskiej Gazecie Polskiej Codziennie: “My, związkowcy, jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, w tym także na strajk generalny”.

Cytat ten nie jest jednak typowy.Po poprzednich petycjach, po tak wielkiej demonstracji w Warszawie mamy… kolejną petycję. Jak tłumaczy Piotr Duda: “Podczas finału akcji „Dość lekceważenia społeczeństwa” 14 września ogłosiliśmy na Placu Zamkowym, że będziemy zbierać podpisy pod petycją o skrócenie kadencji Sejmu, potocznie nazywaną też petycją o samorozwiązanie Sejmu. Nadszedł czas, aby z całą mocą uruchomić tę akcję. “

Warto zastanowić się nad absurdalnością tej taktyki. Mówiąc przed ogromnym tłumem związkowców, z których znaczna część (jeśli nie większość) jest gotowa na strajk generalny, Duda przekonuje,  że “jeśli uda nam się [zebrać] znaczącą liczbę podpisów, politycy nie będą mogli zignorować tego głosu.” Przecież będą mogli, bo tak najczęściej robią. W tej chwili, jeśli chodzi o ogólnokrajowe akcje, nie podpisy są ważne, tylko potęga strajku.

 

Polityka jest potrzebna, by szeregowi pracownicy się usamodzielnili

Analiza polityczna jest potrzebna, żeby zrozumieć dlaczego lider związkowy, znany z głoszenia bojowych wezwań do walki, zaczyna przesuwać zwrotnice, tym samym kierując ruch pracowniczy na ślepe tory.

Nie chodzi tylko o to, że liderzy związkowi mają bliższe lub dalsze stosunki z partiami sejmowymi, chociaż relacje te są bardzo ważne.

Istnieje coś znacznie ważniejszego. Według trafnego stwierdzenia Karola Marksa walka klas jest walką polityczną. Liderzy związkowi – chociaż są oczywiście związani organizacyjnie z szeregowymi związkowcami – nie są pracownikami najemnymi, nie należą do tej samej klasy. Lider negocjuje – pracownik musi żyć z konsekwencjami.

Oznacza to, że należy budować organizację, która może w miejscach pracy rozszerzyć wśród związkowców niezależną politykę pracowniczą – niezależną  przede wszystkim od wielkiego biznesu i rządu, widzącą dalej niż ramy kapitalizmu. Aby taka polityka była skuteczna, musi być niezależna także od strategii liderów związkowych, którzy swoim brakiem zdecydowania wprowadzają zamieszanie wśród pracowników.

W Pracowniczej Demokracji staramy się tworzyć taką oddolną politykę. Przyłącz się do nas.

—————–

Tak się nie robi

 

ZNP

Nie dość, że ZNP nie włączył się do protestów przed Ministerstwem Edukacji 12 września, to po Dniach Protestu lider związku Sławomir Broniarz napisał list do lidera OPZZ namawiający do powrotu do Komisji Trójstronnej. List został opublikowany, co ułatwiło mediom przeprowadzać kolejne ataki na związki zawodowe (patrz. s.10).

 

 WZZ “Sierpień 80”

 WZZ “Sierpień 80” ogłosił fatalne stanowisko w sprawie Dni Protestu, podpisane przez przewod‑ niczącego Bogusława Ziętka,. Czytamy w nim: “Popieramy od dawna ideę STRAJKU GENERALNEGO!” i jednocześnie “pozostawiamy naszym członkom i sympatykom wolną rękę co do uczestnictwa w tych akcjach”. Wolną rękę? W momencie kiedy nasilały się protesty, każdy lider związkowy powinien był mobilizować swoich członków do jak najliczniejszego w nich uczestnictwa. Na szczęście niektórzy członkowie  związku wykazali lepsze zrozumienie solidarności pracowniczej i uczestniczyli entuzjastycznie w proteście 14 września.

 

Członkowie ZNP i WZZ “Sierpień 80” powinni wyrazić swoje oburzenie wobec niesolidarnych działań ich liderów.

Andrzej Żebrowski

Category: Gazeta - październik 2013

Comments are closed.